PRZYJEMNOŚĆ TO NIE GRZECH. CO MA ATEIZM DO ORGAZMU?

Rano, wieczór, we dnie, w nocy. Bądź mi zawsze ku pomocy. Posiądź duszę moją i ciało moje, doprowadź mnie do spełnienia erotycznego. Amen.

christal-yuen-69722
Christal Yuen

W czasach, gdy byłam Tuśką, która sypia wyłącznie z pluszowymi misiami, wierzy w św. Mikołaja, Gwiazdora, ufo, szczury roznoszące dżumę oraz krasnoludka odpowiedzialnego za burczenie w brzuchu, równie łatwo wpadłam w pułapkę wiary katolickiej. Teatralne gesty, ostentacyjne modlitwy i moralizatorskie przemowy to była moja specjalność.

Kolejne sakramenty, czytanie Biblii, niedzielne msze z całą pewnością poszerzyły moje horyzonty, pomogły uwrażliwić się na drugiego człowieka oraz otworzyć na miłość. Problem pojawił się w okresie dojrzewania, gdy moje ciało, umysł i dusza zaczęły pragnąć, łaknąć, pożądać i to było dobre – w końcu poznałam świetnego chłopaka, przyjaciela, wkrótce także pierwszego kochanka. Dlaczego zatem przez pewien czas nie mogłam pozbyć się poczucia winy? A może powinnam napisać poczucia grzechu?

Wiara wiąże się z wyrzeczeniem, a przyjemność z grzechem. Mimo, że większość z nas nie jest fanatycznie religijna, myśl o patrzącym na nas z nieba Jezusku jest w nas tak głęboko zakorzeniona, że aż niemożliwa staje się ucieczka od Jego osądzającego spojrzenia, przez co żyjemy w wiecznym rozdarciu.

Między zdrowym rozsądkiem, przejawiających się myślami w stylu  – „ja pierdolę, przecież to tylko orgazm”, a  szczerą chęcią wypełniania przykazań swojego boga, rodzi się sprzeczność nie do pogodzenia, która pcha nas w ręce hipokryzji, udręki oraz frustracji, które w moim przekonaniu może zakończyć jedynie ślub kościelny lub przejście na ateizm.

Jedna i druga opcja otwiera drzwi do niczym nieograniczonego seksu.

Po ślubie wolno, a nawet trzeba współżyć, najlepiej tak, żeby spłodzić potomstwo. W końcu ślubu nie bierze się dla przyjemności – życie katolika to nie zabawa, to służba.

Życie ateisty to co innego. Jakby powiedziała ironicznie moja mama „hulaj dusza, piekła nie ma”, ale czy tak jest naprawdę?

Moja wizja jest następująca: seks jest dobry i piękny, a masturbacja zdrowa. Można kochać się z mężem, miłością swojego życia, wieloletnim partnerem, ale też wesoło bzykać z kumplem od piwa czy ostro pieprzyć z przypadkowo poznanym facetem w knajpie – jeśli tylko tego chcemy i mamy na to ochotę (oczywiście z tym kumplem i facetem z knajpy tylko wtedy, gdy nie mamy męża lub wieloletniego partnera – zdrada jest chujowa również wśród ateistów). Masturbować możemy się zawsze i możemy wtedy myśleć o kim chcemy – póki nikt nam do głowy nie włazi, szczególnie Jezusek, wszystko jest dozwolone!

Muszę przyznać, że jestem dumna z tej wizji pełnej cudownego i satysfakcjonującego seksu, orgazmów, bezwstydnej masturbacji i onanizmu ( nie chodzi mi oczywiście o styl Louisa CK – wstydź się Loui), ale brak skrępowania podczas obcowania z własnym ciałem.

Wiecie, że sama najpierw straciłam dziewictwo, a dopiero później nauczyłam się masturbować? Co oznacza, że obca osoba poznała najbardziej intymne reakcje mojego ciała przede mną. Przez długi czas cudzy dotyk był dla mnie bardziej naturalny niż własny. Uczyłam się swoich potrzeb i przyjemności palcami, ustami, językiem, lędźwiami swojego pierwszego chłopaka/kochanka. Jak to bywa z łobuzami – rozbudził we mnie ciekawość, skutecznie zagłuszając przy tym głos sumienia, którego sama nie miałam odwagi uciszyć. Dzięki Bartek!

Tak z grzecznej prymuski, przykładnej katoliczki bardzo powoli zaczęła wyrastać dojrzała seksualnie kobieta. Otwarta na drugiego człowieka, miłość, ale także nowe doświadczenia erotyczne.  Od czasu, kiedy poznałam swojego pierwszego chłopaka minęło 17 lat. Każdy kolejny związek był bardziej udany, dojrzały i czuły. Wyzbywając się wstydu, poczucia winy i grzechu wynikających z zaspokajania własnych potrzeb, moje życie erotyczne nabrało kolorytu, a orgazmy stały się łatwe do osiągnięcia, ponieważ wolny od naznaczonego smutkiem chrześcijaństwa umysł doskonale współgra z pragnącym uciech ciałem.

Niestety grzeszność, nieczystość, plugawość seksu została wkodowana w naszą zbiorową świadomość, którą dopiero wspólnie musimy odczarować. Dziwka, szmata, puszczalska – w taki sposób wciąż nazywane są dziewczyny, które poszły do łóżka z więcej niż jednym partnerem. Chłopacy dopytują z uporem maniaka swoje dziewczyny o ich przeszłość, czyniąc z każdego doświadczenia seksualnego argument przeciwko nim. Faceci na jedną noc idą z nami do łóżka jako równi kolesie, wychodzą z niego jako zdobywcy itd. itd.

To wszystko sprawia, że nie możemy być w pełni dumne ze swojej seksualności. Jeszcze długa droga do pokonania. Pamiętajcie jednak, że przyjemność to nie grzech. Grzechem jest jej sobie odmawiać. Amen.

7 I like it
0 I don't like it

One Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *