PORNO-CHIC: POD PRĄD vol.1

Przyglądamy się kampaniom reklamowym, które stają się papierkiem lakmusowym wielkich zmian zwiastujących nowy wizerunek kobiet w przestrzeni publicznej. I wyciągamy z tego bardzo subiektywne wnioski…

Zdjęcie Terry’ego Richardsona dla marki Sisley
Zdjęcie Terry’ego Richardsona dla marki Sisley

Podczas ubiegłorocznego Paryskiego Tygodnia Mody mocno zawrzało. Zbliżał się Międzynarodowy Dzień Kobiet, kolejne marki prześcigały się w kampaniach utrzymanych w duchu „girl power”, a tymczasem Yves Saint Laurent postanowił swoją najnowszą kolekcję promować czarno-białymi fotografiami, które treścią i estetyką mocno nawiązywały do nurtu porno chic. Nic więc dziwnego, że po kilku dniach na witrynach butiku marki pojawiły się naklejki „sexiste”, a przez Paryż przetoczyła się fala oburzenia. Zdjęcia skąpo ubranych modelek na wrotkach w wyzywających pozach nie spodobały się także Radzie Miasta, która ostatecznie nakazała zdjęcie reklam.

Kontrowersyjna reklama Yves Saint Laurenta.

Koniec pewnej epoki

To nie pierwszy raz kiedy Yves Saint Laurent zbulwersował opinię publiczną. Szczególnie na wiele marka pozwalała sobie w latach, gdy dyrektorem kreatywnym był Tom Ford – wystarczy wspomnieć reklamy perfum „Opium” czy „YSL M7”. Tym razem jednak afera wybuchła w nieco innej atmosferze. Dior właśnie wypuścił koszulki z napisem „We Should All Be Feminists” na punkcie których zwariował świat, w powietrzu wisiała zapowiedź afery z Harveyem Weinsteinem, a kilka tygodni wcześniej odbył się jeden z największych protestów w historii USA – Marsz Kobiet na Waszyngton, który zyskał globalne poparcie. Świat się zmieniał, a wraz z nim standardy języka reklamy. Pod lupą znalazły się marki, które w swych komunikatach marketingowych, sięgają po wizerunek wyzwolonej kobiety skupionej głównie na swojej urodzie, nierzadko mierząc się z zarzutami o nadmierną seksualizację i uprzedmiotowienie kobiecego ciała. Czyli już nie tylko o przekraczanie granic dobrego smaku.

Zdjęcie Ellen Von Unwerth dla marki Guess.

Każdy kij ma dwa końce

Założenia nurtu „girl power” są dobre i mądre. Popieram je całym swoim sercem. A jednak w chwili, gdy słyszę, że marka Dove, która wypuściła serię kosmetyków w butelkach o kształtach nawiązujących do różnych sylwetek, została oskarżona o szufladkowanie kobiet ze względu na wygląd, to czuję przesyt. W czasach, gdy wizerunek silnej, niezależnej i naturalnie pięknej kobiety jest tak mocno eksploatowany, że staje się być jedynym, słusznym kierunkiem, to z przekorną tęsknotą zaczynam spoglądać w stronę kampanii realizowanych w nurcie porno chic.

Zdjęcie Terry’ego Richardsona dla marki Sisley

Helmut Newton i inni

I nie myślę tutaj o reklamach gładzi gipsowej, szaf typu komandor i warsztatów samochodowych, na których pojawiają się wulgarne przez swoją taniość i pospolitość wizerunki „sexy kociaków”. Myślę o twórczości takich artystów, jak Helmut Newton, Terry Richardson, Ellen Von Unwerth czy David La Chapelle, których fotografie pokazują kobiecą siłę w coraz mniej modny sposób – bo w sposób mocno rozerotyzowany. I właśnie ich sylwetki chciałabym wam przybliżyć w kolejnych artykułach. Czyli więcej informacji wkrótce… ?

 

1 I like it
0 I don't like it

2 komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *