Kto się boi zdzir?

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email

Polskojęzyczny Facebook doczekał się niedawno własnego SlutWatcha – spisu zdzir typowanych w plebiscycie przez chłopców i panów, którzy zachęcali do ich ujawniania i szykanowania. Na szczęście, jak spora część fanpejdży, które jawnie namawiają do nękania konkretnych grup, szybko spadł z rowerka. Tym razem jednak nie wydarzyło się to po cichu, w poczuciu zwycięstwa na jakichś zamkniętych lewackich grupach, które do tego doprowadziły i mogą zbijać sobie wirtualne piątki. Sprawę nagłośniła edukatorka seksualna Kamila Raczyńska-Chomyn (zob. Dobre Ciało). Przy okazji zainicjowała działanie pozytywne, zachęcając inne dziewczyny i kobiety do  dzielenia się swoimi historiami. Wraz z redaktorkami G’rls ROOMu opublikowały wyznania życia seksualnego – a to wszystko w nurcie hasła:

„nie da się zawstydzić kobiety jej seksualnością, gdy ona się jej nie wstydzi”

G’rls Room Akcja przeciwko slut-shamingowi

Czyta się to cudownie: język jest mięsisty i dosadny, a nie przykurzony eufemizmami jak w polskiej literaturze erotycznej, krótkie zdania są w stanie wygenerować w głowie całe gotowe scenariusze, ale najbardziej chyba ujmuje fakt, że czuć w tym autentyczność i chęć szczerego opowiadania o rzeczach, z którymi jest się pogodzoną i szczęśliwą.

W mojej głowie ta sytuacja splotła się z dwoma zjawiskami.

Pierwsze to film, który ciągle jeszcze możecie obejrzeć – niestety nie w każdym mieście, a w tych największych tylko w pojedynczych kinach (tylko 12 w całej Polsce). Nie wiem kto stwierdził, że mix brutalności i komiksowości kina Tarantino&Rodrigueza, social mediowej estetyki z pięknie poprowadzonymi narracjami wyciągniętymi wprost z ekranów smartfonów oraz czterech przestylizowanych w Local Heroes bohaterek (w tym jednej odgrywanej przez wokalistkę Abra) na naszym rynku się nie przyjmie, ale nie mi dyskutować z Szanownym Gronem Decydentów…

„Assassination Nation” zobaczyć warto, nawet jeśli tak jak ja trochę już się jest zmęczoną gatunkiem z nurtu GRL PWR, piorącym w 120 stopniach idee na rzecz windowania sprzedaży. A wspominam o nim, bo to jest właśnie taka slut-shamingowa historia jakich niemało. Jeśli „13 powodów” było dla was nierealistyczne, to „Assassination…” podzieli ten los, ale przynajmniej będzie z tego fun. W kontekście współczesnego polowania na czarownice pojawiają się tam wspaniałe nawiązania do całego nurtu kinematografii, którą spokojnie można nazwać feministyczną, a gdzie nadprzyrodzone moce (nierzadko związane z seksualnością, płodnością, panowaniem nad potencją czy biologicznymi sprawami) budzą strach, agresję i ostatecznie potrzebę unicestwienia. Historia stara jak świat: kobieta niesie życie, cud, którego nie rozumiemy – musimy mieć nad nią kontrolę.


© NEON

Film zgrabnie pokazuje też mechanizm frustracji z poziomu męskiego ego (o czym mówi już na samym początku bombardując nas stopklatkami-ostrzeżeniami: „Ten materiał będzie zawierał: RASIZM, SEKSIZM, MĘSKIE EGO, PRZEMOC, NAPAŚĆ…”). I zdaje się, że panowie, którzy szarpnęli się na postawienie fundamentów dla SlutWatcha borykają się z podobnym problemem. Ruchy frustratów internetowych nie są zjawiskiem nowym, ale mam wrażenie, że w Polsce dopiero niedawno temat ten podejmują media masowe. Zbierają się pod szyldem Men’s Rights Activist, który zdaje się być największym parasolem obejmującym różne grupy, ale wśród nich da się wyróżnić reprezentantów konkretnych odłamów i teorii, takich jak np. inceli (od Involuntary Celibate, ang. Mimowolny celibat, którzy uważają m.in. że kobieta powinna się należeć mężczyźnie z przydziału, za swoje niepowodzenia w sferze seksualnej i romantycznej winią współczesny ruch feministyczny, a w przestrzeni internetowej namawiają do gwałtów naprawczych bądź rekreacyjnych na kobietach).

Brzmi jak koszmar, prawda?

Pewnie nie było okazji natknąć się na takie sformułowania, bo zbierają się raczej w zakamarkach internetu niż na jego powierzchni. Zatem 4chan, bardziej zakopane obszary reddita, chaty towarzyszące grom online – to przestrzeń, gdzie możecie ich szukać (choć nie polecam). Rzadko myślę o tym jak im pomóc, kto zawinił, co mogliśmy/mogłyśmy zrobić inaczej. Zastanawiam się natomiast ile z tego myślenia miękkimi drogami przenika do mainstreamu. Mamy publiczne wypowiedzi o „łapaniu kobiet za cipkę”, próby ograniczenia praw reprodukcyjnych, w tym dostępu do aborcji. Mamy sytuacje ekstremalne jak Dzielni Tatowie, którzy ostatnio bronili dzieciobójcy – „bo skoro dał życie to może zabrać”, a wszystkiemu i tak winna jest eksżona…

Nie polecam jednak zamartwiania się na zapas.  Warto mieć zjawisko z tyłu głowy i w ramach odwetu czule i z namysłem podchodzić do swojej i cudzej seksualności – im otwarciej, tym nam będzie ze sobą przyjemniej! A na odprężenie polecam moją ulubioną ostatnią youtuberkę – ContraPoints

ze zjawiskiem incelstwa rozprawia się z klasą i humorkiem.

Sprawdź też!

Ten post ma jeden komentarz

Dodaj komentarz