HOMOSEKSUALIS IS THE BEST

queer-eye-pink

Po obejrzeniu trzech sezonów tego wspaniałego formatu, uznacie, że jest to nie tylko najlepsze, co przytrafiło się telewizji. Bo jest. Będziecie wręcz przekonani, że „homoseksualis” to najlepsze, co mogło przytrafić się człowiekowi. 

Tak na marginesie: posłuchajcie kiedyś jak mówi zaciekły antagonista wszystkiego, co postępowe, ks. Dariusz Oko, który choć jest doktorem nauk humanistycznych, to nie wymawia końcówek w słowach „homoseksualizm”, „genderyzm” (cokolwiek to jest) i „feminizm”. 

Zamiast tego powstają urocze twory werbalizacyjne, takie jak homoseksualis czy dżenderys (brzmi jak imię jakiejś księżniczki z rejestru fantasy; nigdy nie byłem fanem, ale wiem, że tak brzmi). I rzecz jasna nasz ukochany feminis! 

Nigdy nie będę miał dzieci. Ale jeśli kiedyś będę miał dzieci, to córce dam na imię Dżenderys, a synowi Feminis.

Dlaczego homosekualis jest najlepszym, co przytrafiło się światu? Jeszcze nie wiecie?! Jeszcze nie widzieliście rzeczonych trzech sezonów „Queer Eye” na Netfliksie?! Nadrabiajcie zaległości, a ja pokrótce i bez spojlerów postaram się wyjaśnić.

„Porady różowej brygady” – jak niefortunnie przetłumaczono ten tytuł – przynosi do naszych smutnych egzystencji postacie 5 gejów, którzy pomagają uczynić egzystencje bohaterów poszczególnych odcinków (i nasze!) odrobinę mniej smutnymi. 

Jeden jest specjalistą w dziedzinie wystroju wnętrz, drugi kucharzem, trzeci ekspertem modowym, czwarty wie wszystko o pielęgnacji, piąty to psycholog, przewodnik, spec od kultury, ludzkich postaw, zachowań i reakcji.

Każdy z nich, poprzez filtr swej materii, niejako wprowadza na nową drogę życia naszych bohaterów, którym coś nie wychodzi, są zahukani, nie wiedzą jak żyć, przeszli przez osobistą tragedię. Mamy do czynienia z różnymi przypadkami, orientacjami, sytuacjami. 

Nim zdążymy się zorientować, obejrzeliśmy cały sezon, nie możemy doczekać się następnego, gardło nam sztywnieje od wzruszeń. Do tego zastanawiamy się, czy nie nazbyt łatwo oceniamy niektórych – nazwijmy ich tak – „pogubionych”. 

I czy przypadkiem sami do nich nie należymy…

Najpewniej należymy!

Dlaczego więc Bobby, Antoni, Tan, Jonathan i Karamo nie mogą odwiedzić wszystkich na świecie. W tym nas!!! Chociaż nas na samym końcu. Niech na sam koniec zostawią otwartych i otwarte na perspektywę queerową. 

Niech w pierwszej kolejności pędzą do zatwardziałych, wycofanych, naznaczonych przeciwników i przeciwniczek. W służbie lepszemu światu! 

Nawet do doktora nauk humanistycznych ks. Dariusza Oko, którego pokryte gęstą warstwą homofobii, uprzedzeń i strachu serduszko w okamgnieniu zmiękłoby pod wpływem cudownej piątki. 

Zaczynamy też zastanawiać się, czy nie tak powinny wyglądać psychoterapie wszelkiej maści. 

Przy czym, za każdym razem, gdy wspominane już gardło boli nas od cyklicznych wzruszeń, kiedy ktoś otrzymuje odpowiednią dawkę wsparcia i ciepła, sprawdzamy, co trzeba zrobić, żeby otworzyć w Polsce dom dla wykluczonych. Ponieważ chcemy tego więcej.

Patrzeć na dobro, dawać je, zarażać nim.

Różowa brygada ma dla nas wyłącznie miłość, wyrozumiałość, otwartość, empatię, poczucie humoru i szereg innych cech, które w formie pozytywnego napalmu powinny być zrzucane każdego dnia na każdy kontynent na tej pięknej i okrutnej planecie.

Siedemset gwiazdek na dziesięć.

2 I like it
0 I don't like it

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *