Dzikość #3 Zamiast palca w tyłku

Niepodważalną cechą wielu ludzi, których znam jest nieograniczone w swojej liczbie wyolbrzymianie. Nie tylko spraw codziennych, liczby kilogramów podniesionych na siłowni czy Januszy na plaży za parawanem na metr kwadratowy. Każdy słysząc oszałamiające dane, których doświadczają jego znajomi mogą popaść w zazdrość albo współczucie. Nie ma w tym nic złego, bo naturalną koleją rzeczy w codziennym eksplorowaniu otoczenia jest jego odbiór. Różnego rodzaju oczekiwanie względem materii, niesie ludzi w przeróżne zakamarki swoich pragnień. Podobnie jest z rozmiarem kutasa, o którym dzisiejszego poranka myślałam, w konsekwencji wczorajszego rżnięcia. 

Był jeden z chłodniejszych wieczorów tego lata. W drugiej części sierpnia temperatura znacznie lepiej ze mną współpracuje i nie sprawia, że śpię po 10 godzin na dobę, jak to mam w zwyczaju przy równikowych temperaturach powyżej trzydziestu stopni. Gorąco samo w sobie nie jest aż takim problemem, dopóki nie nadchodzi moment na dymanie. Ociekająca potem cipka jest dla moich chłopców atrakcyjna, zupełnie nie wiem dlaczego. Dla mnie jednak ssanie spoconych kutasów jest jak jedzenie lodów o smaku słonego karmelu. Są paskudne i nic tego nie zmieni. Zdecydowanie wolę mieć w ustach smak gęstej i lekko słodkiej wydzieliny niż zapoconego kutasa, który po trzech godzinach spędzonych przy biurku, pod osłoną spodni, odstrasza nawet najmniej wymagające niewiasty. W takich warunkach pozostaje tylko tradycyjne, wspierane przez kościół katolicki, zbliżenie narządów rozrodczych. 

Chodziłam na boso, bo za tym przepadał. Gardził nawet skrupulatnie dobraną bielizną, której wyszukanie w czeluściach internetu było prawdziwym wyzwaniem. Cokolwiek bym na siebie nie założyła, zdzierał to ze mnie zanim osiągał pełen wzwód. To samo działo się z pończochami, w których czułam się jak gwiazda porno. Zdejmował je jednym ruchem ręki, bo wolał dotyk mojej skóry. Plusy? Nie musiałam wydawać tony hajsu. Minus? Zapomnij o uchylaniu się od depilacji. Lubiłam jak na mnie patrzy, swoim rozbieganym, zapracowanym wzrokiem. Mając milion spraw na głowie, nieodebranych połączeń i nieodpisanych maili, wybierał środowy wieczór w moim towarzystwie. Pokuszę się o stwierdzenie, że nie miał wyjścia, bo to jedyne kilka godzin w ciągu najbliższych dwóch tygodni, które mogłam mu poświęcić. 

Miałam ze sobą swój ukochany zestaw zatyczek analnych. Eksplorowanie swojego ciała, odkrywanie jego kolejnych punktów G i pragnień, przyprowadziło mnie do tego miejsca. Kupując zestaw treningowy, w trzech różnych rozmiarach, początkowo byłam przerażona wielkością cudownych stożków w zestawie. Zakończone płaską podstawką, pięknie prezentują się na mojej nocnej szafce, ułożone równiutko, według rozmiaru, obok szklanki z wodą, wibratora, chokerów, lubrykantów i masy innych przedmiotów, z którymi kochałam spać. Samo patrzenie na nie sprawiało, że cipka stawała się bardziej wilgotna, a ciało drżało. Zanim trafię z jakąkolwiek zabawką do czyjegoś łóżka, sama muszę dokładnie sprawdzić, jakiego rodzaju przyjemności mogę się po niej spodziewać. Moja fascynacja prezentem dla mnie ode mnie (z okazji Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny!) trwała już dobry tydzień. 

Podczas jego kilkutygodniowej nieobecności mogłam dokładnie przygotować się na upragnione spotkania, testując wszystkie trzy rozmiary moich nowych najlepszych przyjaciół. Jak się potem okazało, był to jeden z najlepszych pomysłów, jakie wdrożyłam w życie, niczym zmianę w diecie – od dziś będę jeść tylko do 18. Od dziś będę się masturbować tylko z zatyczką analną w tyłku. Zaczęłam od najmniejszego rozmiaru, obficie oblewając się lubrykantem dołączonym w zestawie. Zawsze wtykanie w tyłek palca powodowało lekki stresik. Nie wiem, czy bardziej chodziło o ekscytację, czy lęk przed wybrudzeniem się gównem. Moment wepchęcia zatyczki w odbyt był jednym z tych momentów, które przypominają mi jak uwielbiam swoje ciało. Czysta rozkosz na samą myśl, co się za chwilę stanie. Leżałam na plecach, nago z rozłożonymi nogami i cipką gotową do przyjęcia rozkoszy. Mój tyłek wygodnie spoczywał na łóżku w kałuży lubrykantu, a delikatne skurcze unosiły go w górę i w dół. Odpaliłam womanaizer i przyłożyłam do łechtaczki, jednocześnie drugą ręką wpychając zatyczkę głębiej. Wystarczyły trzy pchnięcia, kilka sekund i jeb. Orgazm rozszerzył mi źrenice, wyrwał ciało w górę, zdrętwiały mi nogi, a sutki stwardniały jak kamień. 

Dochodziłam do siebie chwilę, nie myśląc nawet, że to już koniec. Moje ciało opadało na pościel, co jakiś czas drgając od dreszczy cudownego szczytowania, jakie zafundowałam sobie przed pracą. Dałam sobie moment i z jeszcze lekko drżącym ciałem rozpoczęłam procedurę ponownie, przykładając masażer nieco niżej: bliżej cewki moczowej. Pani od sprzątania już kilka razy musiała prać mój materac, po tym jak podczas masturbacji zostawiłam na nim mokre ślady, zupełnie tego nie kontrolując. Kilka aktów samogwałtu dokonanych tego poranka dało mi jasny ogląd rzeczy, na temat używania moich nowych zabawek, na temat tego, co nadejdzie. Byłam gotowa na przybycie mojego gościa. 

I tu wracam myślami do wczorajszego wieczoru. Coś powiedział, ale leżałam na brzuchu, po doskonałym lizaniu cipki, tak podniecona, że nie pamiętam ani słowa. Poczułam przyjemne chłodne krople na moim tyłku, a po chwili odczuwałam już tylko rozkosz wewnątrz mojego tyłka – wybrał średni na początek. Po chwili wsadził mi w cipkę kutasa, dopychając korek z każdym ruchem, szczytowałam po chwili. O rozmiarze jego penisa, mogłabym napisać odę, fraszkę i na to wszystko powieść. Szepnął mi do ucha, że jestem jego gwiazdą, po czym wyciągnął korek. Miałam chwilę relaksu, moje myśli zaczęły wirować, ale dzięki rozpoczętej przed kilkoma miesiącami medytacji, nauczyłam się wyłączać je kiedy tylko zapragnę. Wróciłam do bycia obok, a po chwili dostałam w tyłek największy korek. Nie zdążyłam nawet jęknąć, a jego kutas był znowu w mojej cipce, trzymał mnie mocno za biodra i wbijał się we mnie jak młotek w gwoździe. Z każdym pchnięciem ogarniała mnie dzika satysfakcja. Poczułam szarpnięcie za włosy, a moja głowa – odwrócona gwałtownie na bok – została rozkosznie opluta. Chciałam krzyknąć z podniecenia, ale zdążył mi zatkać usta ręką, przydusił jeszcze mocniej, nie przestając mnie pieprzyć. Doszliśmy; po chwili ubrałam się i wróciłam do domu. 

Sprawdź też!

Dodaj komentarz