Nie myśl o naturze jak o swojej matce, pomyśl o niej jak o swojej kochance

zofia krawiec
Zofia Krawiec

„Nie możemy żywić nadziei, że zrozumiemy seks i płeć, jeśli nie wyjaśnimy naszego stosunku do natury. Seks jest częścią natury. Seks to natura w człowieku.”

Camille Paglia

Takimi słowami krytyczka sztuki Camille Paglia rozpoczyna swoją książkę „Seksualne persony. Sztuka i dekadencja od Neferetiti do Emily Dickinson”. Dalej pisze o tym, że społeczeństwo jest strukturą sztuczną, służącą człowiekowi jako schronienie przed obezwładniającymi siłami natury, przed którymi ten drży ze strachu. Gdyż człowiek, jako jeden z mnóstwa gatunków żyjących na Ziemi, nie jest ulubieńcem natury.

Erotyzm jest więc, według tej teorii, zbudowany z napięcia rozciągającego się między naturą a kulturą. A seks jest czystą emanacją natury.

O związku (jak najbardziej intymnym) natury i seksu mówi ekoseksualizm (zwany też seksekologią), czyli propozycja radykalnej formy aktywizmu środowiskowego autorstwa artystki, a także seks edukatorki i aktorki filmów porno Annie Sprinkle oraz jej żony – filmowczyni, a także m.in. profesorki na Uniwersytecie Kalifornijskim – Beth Stephens.

Nie matka, nie żona, lecz kochanka

Celem artystek jest poszerzenie aktywizmu LGBT o nowe pole wątków sprzęgających się z tematami ochrony środowiska. Ale też próba przeformułowania aktywizmu środowiskowego w ruch bardziej seksowny, zabawny i różnorodny. Podstawą jest tutaj zmiana myślenia o naturze. Jak wskazują artystki – myślenie o naturze jako o matce zakłada pewien specyficzny sposób budowania z nią relacji. Związek dziecka z matką opiera się na braniu, na wykorzystywaniu. Ale kiedy pomyślimy, że natura nie jest naszą matką, ale kimś znacznie bardziej partnerskim, np. kochanką (ze względu na zmysłowy kontakt z nią, możemy nazwać ją naszą kochanką) to zmienia to zupełnie myślenie o tej więzi. O kochankę trzeba się strać, żeby od nas nie odeszła.

Zofia Krawiec

„Myślenie o naturze jako o matce może wiązać się z pewnym niebezpieczeństwem. Matka wybacza, kocha bezwarunkowo, a wiadomo, że dzieci źle się zachowują.  Z drugiej strony patrząc, jeżeli mówimy, że natura jest matką, a ktoś miał trudną, czy skomplikowaną relację z matką, to nie jest to pozytywny komunikat. Raczej działający wprost odwrotnie, bo jeżeli ktoś pomyśli, że ma mieć taki kontakt z naturą, jak z matką, a jego matka jest np. cały czas karząca, albo wymagająca, albo wręcz nienawidząca, to ona czy on serdecznie dziękuje za taki kontakt. Odzywa się tutaj całe spektrum trudnych relacji. Więc myślenie o naturze jako o matce nigdy osobiście mi się nie podobało. A bycie partnerką dla natury, mimo świadomości, że jednocześnie jestem jej częścią, jest bardzo ciekawą propozycją. Istotne jest tutaj sytuowanie się jako część natury, a nie jej władca. A relacja z matką implikuje pewną hierarchiczność.” – mówi Iza Dziugieł, ktora dodaje, że od dawna jest fanką aktywności Beth Sthephens i Annie Sprinkle.

Ekoseksualizm na przekór feminizmowi?

Sprinkle jest prekursorką działań wykraczających poza standardy społeczne. A jej proseksulane podejście do ciała, niejednokrotnie było przyczyną ostrej polemiki również w środowiskach feministycznych.

Ekoseksualny manifest stworzony przez Sprinkle i Stephens w wymowie łączy się z cyberfeministycznym manifestem Donny Haraway o cyborgach. Przypomnijmy, w bardzo dużym skrócie i uproszczeniu, podejmował on temat związku kobiet i maszyn, widząc w ich symbiozie obietnicę potencjału emancypacyjnego. Wychodził z założenia, że być może, jako ludzie, nie różnimy się tak bardzo od innych obiektów występujących w świecie. Nie podmiotów, ale właśnie obiektów – przedmiotów. A kobiety i maszyny łączy ze sobą to, że przez wieki były (maszyny zdaniem cyber-feministek są rodzaju żeńskiego) instrumentalnie traktowane. I wykorzystywane przez sprawujących władzę mężczyzn. Według tego założenia świat nieożywiony może być naszym partnerem, a my możemy funkcjonować, jako jego część. Sprinkle i Stephens dołączyły do tego porządku naturę. Ich manifest wiąże ze sobą zarówno świat nieożywiony jak i ożywiony, ale zakłada, że funkcjonujemy w nim na partnerskich zasadach. Nie istniejemy w pozycji brania, zawłaszczania i używania.

Czy jednak odczuwanie pociągu erotycznego do natury nie wydaje się nieco kontrowersyjne? Pytam o wyjaśnienie tego zjawiska Izabelę Dziugieł. W pierwszym odruchu myślenie o seksie w kontekście natury może kojarzyć się np. z zoofilą. Albo jakiegoś innego rodzaju nierównym rozkładem sił i  jednak wykorzystywaniem.

„Dla wielu osób może wydawać się to, delikatnie mówiąc – dziwaczne. Ale my tutaj mylimy kilka rzeczy. Nie mówimy o żadnego rodzaju zaburzeniu. Tutaj bardziej chodzi o to, że sam pociąg seksualny, czy atrakcyjność seksualna może być rozebrana na kawałki. Czym ja czuję, że coś mnie pociąga, że coś mni kręci? Oczywiście – zmysłami. Nie jest to tylko odczuwanie przez organy, czyli genitalia. Zmysły są zbudowane na ciele, a ono jest częsią natury. Tutaj mamy pojawiace się partnerstwo z naturą. Ekoseksualizm jest mocno zakorzeniony rówież w środowisku slow life. Gdyż zakłada on, że musimy się na chwilę zatrzymać i np. popatrzeć na zielone listki, albo strumień wody, albo położyć się na trawie i poczuć ją. Wiatr, zapach i śpiewające ptaki. Całe ciało zmyslowo uruchamia się na samo tego wspomnienie. Więc Sprinkle i Stephens włączyły też to, o czym buddyści mówią od tysięcy lat, czyli np. medytację, uważność, cały ruch Mindfulness się na tym opiera. I można powiedzieć, że to wszystko już było, ale one świetnie to zintegrowały. Kiedy mówimy o atrakcyjności, czy pociągu seksualnym, to ja rozumiem to przez zmysły. I zmysłowo absolutnie wszystko może być pociągające”.

Warte zaznaczenie jest to, że o ile ekoseksualizm może być traktowany jako daleki, młodszy i bardziej rozwiązły kuzyn buddyzmu, to równocześnie nie występuje on w bliskim pokrewieństwie z nurtem, z którym może mocno się kojarzyć, czyli ekofeminizmem.

„Dla mnie ekofeminizm ograniczał, niestety. Natura nie wyklucza. W naturze masz wszystko. I potworności, czyli śmierć, tornada, okrucieństwo, zjadające się zwierzęta, nawet nekrofilię. Zachowania występujące w naturze bywają też czasami nieprawdopodobnie straszne. Myślenie ekofeministyczne jest związane z esesncjonalistycznym myśleniem o kobiecości. Co też w założeniu jest piękne. Ale jednak to wyklucza. A jeżeli mówimy o inkluzji, to np. mężczyźni to też są dzieci natury. Dzisiaj musimy pomyśleć o systemie, który będzie traktował nas wszystkich na równo. Zarówno pierwiastek kobiecy i męski oraz niebinarność, one wszystkie zawarte są już w naturze.”

podsumowuje Iza Dziugieł.

Zofia Krawiec

1 I like it
1 I don't like it

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *