Jak od nienawiści przeszłam do akceptacji swojego ciała

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email

Nigdy wcześniej nie patrzyłam na siebie tak jak wtedy: przez pryzmat własnego ciała i jego nieoczekiwanych ograniczeń. Wciąż pamiętałam jak dwa lata wcześniej, kąpałam się w morzu w samych majtkach i nikomu to nie przeszkadzało! Jeszcze wcześniej, na jakichś koloniach, pluskaliśmy się w strumyku. Ja w samych majtkach, jak zawsze, tak samo jak bracia. Ktoś wtedy zwrócił mi uwagę – nie pamiętam już kto to był – że jestem dziewczynką i nie powinnam. Byłam wtedy w czwartej klasie podstawówki, gdy pierwszy raz, ktoś z premedytacją chciał ograniczyć mnie i moje ciało, zawstydzając nas.

Przeszłam długą drogę. Od zbuntowanej nastolatki, chodzącej w długich spódnicach, spodniach i glanach nawet latem, bo wydawało mi się, że mam grube nogi. Potem przyszedł czas ignorowania własnego ciała i wychodzenia zeń, po zażyciu różnych substancji psychoaktywnych: od  alkoholu po dragi. Zdarzyło mi się też wymiotować, gdy przeczytałam gdzieś, że to pomoże na odchudzanie. Brałam tabletki obniżające apetyt, by po czasie drakońskiej diety, rzucać się na wszystko, co mogłam zjeść. Aż nadszedł etap sportu. Niezliczone godziny na siłowni, bieżni i basenie. Lubiłam to i nadal lubię. Jednak na początku sport miał być usprawiedliwieniem dla moich paskudnych nawyków żywieniowych. Głodziłam się rano i obżerałam w nocy.Jedzenie było moim seksem,a niepewność w kwestii własnej cielesności, zasłaniałam ciętym językiem i wyzwoloną gadką.

Aż przyszedł ten dzień. Udało mi się skutecznie i na dłużej odchudzić. Beznamiętnie zabujałam się w samej sobie. Tysiące zdjęć, podrywanie facetów, wysyłanie im fotek, tylko by usłyszeć kolejne komplementy, upewnić się, że na pewno coś znaczę, bo mam piękne ciało. I przyszedł ten moment. Październik 2013. Poszłam na rutynowe badanie EKG, to było przed maratonem. Tam usłyszałam wyrok: wrodzona wada serca, konieczna operacja. Na początku nie mogłam w to uwierzyć. Pobiegłam ten maraton, a dwa dni przed planowanym przyjęciem do szpitala, kolejny, w razie, gdybym już nigdy nie mogła. Nim mnie zoperowali, było jeszcze morze alkoholu, narkotyków, tysiące wypalonych papierosów, na wypadek gdyby to miało się nigdy nie powtórzyć.

Jak zwykle, nie brałam pod uwagę własnego ciała. Jak zmieni się poprzez tak ogromną i niebezpieczną operację, jakie nowe blizny pojawią się na nim? Moje ciało spokojnie przyglądało się tej szamotaninie. Będąc głównym przedmiotem moich eksperymentów, paskudnego traktowania, braku szacunku, wciąż trwało przy mnie, ze stoickim spokojem, jakby żadne krzywdy, które mu czyniłam, go nie dotykały. Teraz czekała nas największa próba. Po operacji z aktywnej, wysportowanej i silnej osoby, zamieniłam się w warzywo. Mój mózg galopował w panice, ale było coś jeszcze. Paradoksalnie zyskałam czas i przestrzeń, by pierwszy raz zaobserwować geniusz własnego ciała, każdej tkanki. Zdolność regeneracji, mądrość i siła serca, płuc, skóry, zaskoczyła i zmieniła całe dotychczasowe postrzeganie.

To była trudna lekcja. Uciszyć ego, by oddać głos ciału, rządzącemu się prastarą mądrością, płynącą głębiej i bardziej wartko niż najsilniejsze mody i trendy.

Kocham swoje ciało. Moje mocne nogi, które potrafią biec lub maszerować szesnaście godzin bez ustanku. Kocham swój brzuch, który pomieścił, a potem wypchnął na świat mojego syna. Kocham swoje dłonie, które potrafią uderzyć z mocą i precyzją, albo przytulić, oddając całe moje zaangażowanie i wsparcie, bez słów. Cała jestem zrobiona z czegoś, co jest większe, mądrzejsze i niesamowicie, wręcz przerażająco silne.

Nie dostrzegamy naszych ciał. Nie tak jak powinniśmy je widzieć. Są mechanizmami bardziej precyzyjnymi i genialnymi, niż mogłoby nam się wydawać. Gdyby odrzucić kategorie estetyczne i skupić się na bezwarunkowej miłości, być może odebralibyśmy wreszcie tę wiadomość, którą codziennie, minuta, po minucie, szepcze do nas nasze ciało:

Jestem tu zawsze z Tobą. Oddycham dla Ciebie. Biegnę. Rozglądam się i widzę. Czuję i dotykam. Zapadam w sen by się zregenerować. Posilam by nabrać sił. Myślę, pamiętam i ciągle się uczę. Nadążam za Tobą. Jeszcze. Wciąż.

Sprawdź też!

Dodaj komentarz