Pręt (#metoo)

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email

Cnota już mnie lekko między nogami uciskała, ale nijak nie chciałam jej oddać jakiemuś pierwszemu lepszemu chłopaczynie. Myślałam: czekać należy na grom z jasnego nieba, co tysiącem westchnień i ekstatycznych spazmów błonę rozerwie. No tak…Trochę się w tym oczekiwaniu zestarzałam. Można powiedzieć, że znacznie przekroczyłam statystyczny wiek defloracyjny. Pewnie dlatego, że jestem wcześniakiem, wszystko lubi do mnie przychodzić później i często w niewłaściwej kolejności. Życie zweryfikowało  moje młodzieńcze mrzonki. Dobrze po trzydziestce, zostałam sentymentalną, geriatryczną matką multikulturowego dziecka. I choć nie bardzo wierzę już w romantyczne uniesienia, wciąż mam nadzieję, że on choć przez chwilę będzie takim małym werterycznym idealistą jak jego stara. Wtedy opowiem mu moją historię i pozbawię złudzeń. Zatem do rzeczy.

Utrata cnoty szła mi dość opornie, by nie powiedzieć wcale, gdy nagle pojawił się TEN – miłości uosobienie. Przybył niespodziewanie – ani to na białym koniu, ani w ogóle na niczym – ja jednak straciłam rozum. Do utraty cnoty wiele nie brakowało. Mój nieoczekiwany wybranek niesłychanie był kontent, że to właśnie on, a nikt inny mi wianek odbierze. Wszystko miało się odbyć w staroświeckiej atmosferze, prawie jak w średniowieczu z białym prześcieradłem umorusanym krwią, wywieszonym z blokowego balkonu.

Jako świadoma ryzyka i zagrożeń jakie niesie za sobą życie seksualne (chodziłam przecież na religię), czym prędzej postanowiłam udać się do specjalisty. Ginekolog, bo tak się zwie lekarz, który organy rodne sprawdza i przepisuje specyfiki, chroniące przed utratą wianka, był z polecenia. Zdjęcie i opinie wygooglowane. Bez strachu i z wypiekami na twarzy poszłam na umówioną wizytę.

Badanie dziewic jak może nie wszyscy wiedzą, (lekarz ginekolog wiedzieć powinien) odbywa się, delikatnie rzecz ujmując, przez pupkę, a nie cipkę. Wszystko po to, by uniknąć mechanicznego zdeflorowania czym innym, niż penisem księcia z bajki.

Jak już wspomniałam, kiedy to wszystko miało miejsce, byłam w wieku sugerującym, że dziewicą mogę już nie być. Może również z twarzy przypominałam niedziewicę, żeby nie powiedzieć starą lampucerę.

W gabinecie uwijał się Pan doktor. Wysoki, z aparycji miły. Była tam też równie miło wyglądająca pani, zdaje się pielęgniarka. Zanim przystąpiliśmy do konkretów, został ze mną przeprowadzony krótki wywiad na temat mojego wówczas nieistniejącego życia seksualnego i prowadzenia się. Z wywiadu jasno wynikało, że moja pochwa dogłębnego kontaktu z penisem nie miała, o czym pan doktor został bardzo jasno poinformowany.

Lekarz z szarmanckim uśmiechem zaprosił mnie na fotel ginekologiczny i nakazał rozwarcie, dotychczas stanowczo zaciskanych nóg. Trochę mnie to zdziwiło, bo wcześniej proszona byłam o kładzenie się na leżance i wypięcie pupy. No ale skoro osoba tak wysokiego zaufania społecznego każe mi tak zrobić, to ja robię, co mam do stracenia prócz cnoty!

Pan doktor najpierw uważnie przyjrzał się mojej cipce i poczynił komentarz że bardzo ładna, że ten co ją miał będzie to szczęśliwiec. To też mnie zdziwiło ale myślę sobie „łooo, no skoro ten piękny pan lekarz mówi, że mam ładną cipkę, to ja i mój deflorator do końca życia z łóżka już nie wyjdziemy!” i rozmarzona oddałam się dalszemu badaniu. Zamknęłam oczy.

Nagle czuję ból, takie ukłucie. Otwieram oczy a pan doktor, z jakimś takim dziwnym wyrazem twarzy wyjmuje mi z pochwy długi  metalowy pręt. Zdziwiłam się po raz kolejny. Pan doktor każe mi wstać, patrzę a wszystko we krwi i to krwi nie mało. Zdziwiłam się…Ale pani pielęgniarka z lekką konsternacją i zażenowaniem na twarzy, mówi, że to normalne, że mam się nie przejmować, że przejdzie i dała mi wielką podpaskę.

Wracałam do domu. To dziś miała być TA NOC a ja byłam smutna, czegoś mi brakowało, nie do końca ogarniałam co się stało, cały czas lekko krwawiłam, właściwie aż do wieczora. Potem już nie było ani zakrwawionego prześcieradła, ani tego dziwnego ukłucia. Było ok, ale wszyscy czuli się oszukani.

Nie zrobiłam nic. Ani żeby tego uniknąć, ani żeby pan „lekarz” poniósł konsekwencje odebrania mi cnoty. Po latach nadal  zastanawiam się dlaczego. Czy tylko mi to zrobił, bo miałam wyjątkowo ładną cipkę, czy to moja wina, bo ani razu nie powiedziałam STOP, czy może tej pani pielęgniarki, która po prostu tam stała? A może nigdy tak naprawdę nie miałam tej głupiej błonki, może to wszystko nieważne?

To jest ważne! Nikt nie ma prawa decydować o naszym ciele za nas w żadnej sytuacji! Nieważne czy jest to przystojny pan doktor, czy żul z pod monopsa czy nawet nasza stara.  Nikt nie ma prawa dotknąć nas bez naszej zgody, czy to ręką czy penisem, czy metalowym prętem. To banał, ale banałem już nie jest fakt, że po tym świecie pałętają się jakieś bezduszne potwory, które uzurpują sobie prawo do podejmowania tych decyzji za nas, nie widząc w tym nic złego. Ciekawe czy zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo rozbijają nasz świat. Tych małych, romantycznych, naiwnych „Werterów”, którzy przez takie doświadczenia sami mogą stać się potworami.

Ja zamiast ze wspomnieniem mojego wymarzonego, wyczekanego, romantycznego pierwszego razu z takim czy innym „księciem”, jakikolwiek by się on nie okazał, zostałam ze wspomnieniem metalowego wziernika i jakimś takim dziwnym zaśmiergłym brudem, który do dziś czasem wychodzi z najróżniejszych zakamarków, obleśnymi mackami strachów i lęków. Wiele lat planów i marzeń zostało mi odebrane w kilka sekund. Zostałam zgwałcona?

Sprawdź też!

Dodaj komentarz