Kobiecy orgazm jest złożoną reakcją, w którą angażują się układ nerwowy, mózg, narządy płciowe i mięśnie całego ciała. Może być intensywny albo bardzo subtelny, pojawić się podczas stymulacji łechtaczki, penetracji, połączenia różnych bodźców, a czasem nawet bez bezpośredniego dotykania genitaliów. I właśnie dlatego próba zamknięcia wszystkich orgazmów w jednej prostej instrukcji zwykle kończy się kiepsko.
Co właściwie wiemy dziś o kobiecym orgazmie? Oto dziewięć rzeczy, które są ciekawsze od większości mitów powtarzanych na jego temat.
1. Orgazm nie dzieli się tak łatwo na łechtaczkowy i waginalny
Przez lata popularny był prosty podział na orgazm łechtaczkowy, osiągany dzięki stymulacji łechtaczki, oraz orgazm waginalny, pojawiający się podczas penetracji. Współczesna wiedza o anatomii pokazuje znacznie bardziej skomplikowany obraz.
Łechtaczka jest dużo większa, niż jej widoczna część, a podczas seksu współpracują ze sobą różne struktury łechtaczki, wulwy, pochwy i cewki moczowej. Nie udało się też jednoznacznie potwierdzić istnienia osobnego anatomicznego „punktu G” jako konkretnego narządu. Możemy natomiast mówić o szczególnie wrażliwym obszarze przedniej ściany waginy i otaczających ją strukturach.
Dlatego zamiast zastanawiać się, czy Twój orgazm jest wystarczająco „waginalny” albo „łechtaczkowy”, znacznie ciekawiej sprawdzić, jaki rodzaj stymulacji prowadzi Cię do orgazmu. Jeśli szczególnie lubisz pobudzenie łechtaczki, możesz eksperymentować z różnym rodzajem dotyku, nacisku i rytmu, żeby sprawdzić, co najlepiej odpowiada Twojemu ciału.
2. Orgazm może być bardzo subtelny
Filmowy orgazm zwykle oznacza krzyk, drżenie całego ciała i sąsiadów zastanawiających się, czy dzwonić po straż pożarną. Ciało nie czyta jednak scenariuszy.
Jak wygląda kobiecy orgazm? Bardzo różnie. Może mu towarzyszyć przyspieszone tętno, napięcie mięśni, rytmiczne skurcze dna miednicy, większa wrażliwość genitaliów albo uczucie rozchodzącej się po ciele przyjemności. Intensywność orgazmu może zmieniać się nawet u tej samej osoby zależnie od dnia, rodzaju stymulacji, pobudzenia czy samopoczucia.
Cichy orgazm nadal jest orgazmem. Głośność zdecydowanie nie jest jednostką pomiaru przyjemności.
3. Mózg ma ogromny udział w orgazmie
Orgazm nie zależy wyłącznie od tego, co dzieje się z genitaliami. Seksualna reakcja człowieka jest związana również z emocjami, koncentracją, poczuciem bezpieczeństwa, pobudzeniem i kontekstem, w którym odbywa się seks.
Presja pod tytułem „muszę dojść” potrafi skutecznie utrudnić skupienie się na przyjemności. U części osób pomocne jest skierowanie uwagi na aktualne odczucia w ciele zamiast obserwowania siebie z boku i sprawdzania, czy orgazm już się zbliża. Badania nad uważnością pokazują, że takie podejście może wspierać funkcje seksualne, także u osób mających trudność z osiąganiem orgazmu.
Co ciekawe, opisano również orgazmy wywołane samą wyobraźnią, bez bezpośredniej stymulacji genitaliów. Mózg naprawdę ma tutaj sporo do powiedzenia.
4. Orgazm po czterdziestce może być równie satysfakcjonujący
Seksualność nie ma daty przydatności. Z wiekiem ciało się zmienia, ale możliwość przeżywania orgazmu pozostaje także w późniejszych dekadach życia. Badania starszych kobiet pokazują również, że satysfakcja seksualna wcale nie musi spadać razem z wiekiem.
Doświadczenie potrafi mieć swoje zalety. Lepiej znasz własne ciało, łatwiej rozpoznajesz ulubiony rodzaj dotyku i często sprawniej komunikujesz swoje potrzeby. Dlatego orgazm po 40. roku życia, 50. czy 60. może być równie dobry albo bardziej satysfakcjonujący niż wcześniej. Nie istnieje jednak żadna magiczna granica wieku, po której orgazmy automatycznie stają się lepsze.
5. Mięśnie dna miednicy mają związek z orgazmem
Podczas orgazmu mięśnie dna miednicy mogą rytmicznie się kurczyć, dlatego ich kondycja ma znaczenie dla funkcji seksualnych. Badania sugerują, że odpowiednio dobrany trening mięśni dna miednicy może u części osób poprawiać pobudzenie, satysfakcję i zdolność do osiągania orgazmu.
Tu jednak pojawia się ważny haczyk. Dno miednicy potrzebuje zarówno umiejętności napinania, jak i rozluźniania. Ciągłe zaciskanie mięśni oraz wykonywanie ćwiczeń Kegla na własną rękę nie jest uniwersalną receptą na mocniejsze orgazmy. Nadmierne napięcie dna miednicy może wiązać się z bólem i dyskomfortem. Jeśli pojawiają się takie objawy, sensowniejsza będzie konsultacja z fizjoterapeutą lub fizjoterapeutką uroginekologiczną niż kolejnych sto powtórzeń Kegla.
6. Orgazm może chwilowo wpływać na odczuwanie bólu
Badania nad stymulacją genitalną i orgazmem wykazały, że u części kobiet podczas przyjemnej stymulacji może wzrastać próg odczuwania bólu. Mechanizmy związane z orgazmem angażują układ nerwowy i procesy odpowiedzialne za modulowanie bodźców bólowych.
Może więc zdarzyć się, że masturbacja albo orgazm przyniosą chwilową ulgę przy niektórych rodzajach bólu. Traktuj to jako ciekawą właściwość naszego układu nerwowego, a nie zamiennik leczenia czy leków przeciwbólowych. Ból, szczególnie regularny albo nasilający się, zasługuje na normalną diagnostykę.
7. Orgazm nie jest obowiązkowym finałem dobrego seksu
Jednym z najbardziej uporczywych seksualnych scenariuszy jest przekonanie, że seks powinien przebiegać po określonej trasie i zakończyć się orgazmem. Reakcja seksualna ludzi jest znacznie mniej uporządkowana.
Model Rosemary Basson zwrócił uwagę na to, że pożądanie, pobudzenie, przyjemność, bliskość i satysfakcja mogą pojawiać się w różnej kolejności. Późniejsze badania pokazały, że nie istnieje jeden model pasujący do wszystkich kobiet. Dla części osób seksualność przebiega bardziej liniowo, u innych zatacza koło, a u wielu zmienia się zależnie od sytuacji.
Orgazm może być częścią bardzo dobrego seksu, ale nie jest jedynym sposobem mierzenia seksualnej satysfakcji. Zdjęcie z niego obowiązku często robi przyjemności całkiem sporo miejsca.
8. Wielokrotne orgazmy są możliwe
Czy kobieta może mieć kilka orgazmów pod rząd? Tak. Część kobiet i innych osób z wulwą może doświadczać orgazmów wielokrotnych, czyli kolejnych orgazmów pojawiających się podczas jednego seksualnego doświadczenia.
Nie oznacza to jednak, że każde ciało jest gotowe natychmiast na kolejną rundę. Po orgazmie łechtaczka i inne okolice genitaliów mogą stać się bardzo wrażliwe, a potrzeba przerwy jest czymś zupełnie normalnym. Reakcja po orgazmie jest indywidualna. Jedna osoba będzie chciała kontynuować po kilku sekundach, druga po kilku minutach, a trzecia będzie już miała dokładnie tyle przyjemności, ile potrzebowała.
Jeśli lubisz stymulację łechtaczki, możliwość regulowania intensywności bywa szczególnie przydatna przy kolejnych rundach. W kategorii wibratory łechtaczkowe znajdziesz modele pozwalające eksperymentować z różną mocą, rodzajem wibracji i sposobem stymulacji.
Wielokrotny orgazm jest możliwością, a nie wyższym poziomem wtajemniczenia.
9. Kobiecy wytrysk i squirting są prawdziwymi zjawiskami
Kobiecy wytrysk i squirting przez lata wrzucano do jednego worka, ale współczesne badania sugerują, że mogą być dwoma różnymi zjawiskami. W obu przypadkach płyn wydostaje się przez cewkę moczową, jednak różnią się jego ilość i skład.
Kobieca ejakulacja zwykle oznacza niewielką ilość wydzieliny związanej z gruczołami okołocewkowymi, nazywanymi również gruczołami Skene’a. Przy squirtingu ilość płynu bywa znacznie większa, a badania wskazują na istotny udział płynu pochodzącego z pęcherza.
Squirting nie musi pojawiać się podczas każdego orgazmu i nie jest dowodem na jego intensywność. Nie każda osoba go doświadcza i nie ma żadnego powodu, żeby zamieniać go w kolejny seksualny cel do zaliczenia. Jeśli się wydarza, świetnie. Jeśli nie, ciało nadal działa dokładnie po swojemu.



Ten post ma 2 komentarzy
Mnie zastanawia jedna rzecz. Czytając ten artykuł na blogu zaczęłam oglądać to co inne kobiety wyprawiają na Snapchacie. Większość z nich, zabawiając się wibratorem, doznaje orgazmów pochwowych, a przynajmniej to symulują. Wkracza tu moja obawa – ja przeżywam tylko łechtaczkowe. Skupiam się na poznawaniu swojej pochwy od środka od trzech lat, ale, poza nieco większym doznawaniu przyjemności nie stało się nic więcej. Czytałam, że może to być kwestią objętości punktu G. Faktycznie, u mnie jest on trudno wyczuwalny i niewiele się powiększa. Czy któraś z Was miała do czynienia z augmentacją (powiększaniem) punktu G? Czy faktycznie to może pomóc?
Kasiu, moja koleżanka zafundowała sobie tak zwany O-shot – początkowo była wręcz przerażona tego, co może się spodziewać, jak i sama procedura dosyć mocno ją krępowała. Znaleziony przez nią lekarz okazał się jednak profesjonalistą w każdym calu. Nie dość, że fachowo i bezboleśnie przeprowadził zabieg, to swobodnym i ciepłym podejściem do pacjentki zredukował jej stres.
Efekty może nie są spektakularne – tak jak wtedy, tak i teraz nie osiąga orgazmów pochwowych, udało jej się jednak zwiększyć przyjemne doznania i lepiej poznać swoje ciało. Jeśli chcesz zadać jej osobiście kilka pytań, znajdziesz ją tu.