Samica Alfa #4. Poranna kawa

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email

Obudziłam się bez budzika, wzięłam pierwszy oddech o zapachu świeżej kawy. Uśmiechnęłam się do siebie, pełna nadziei, że dostanę ją do łóżka. Z tej radości przeciągnęłam się jeszcze raz i otworzyłam ostatecznie oczy. Zdałam sobie jednak sprawę, że jestem sama w domu, a kawa podana do łóżka, to jedynie marzenie. Zapach kawy dochodził z łazienki. Wstałam szybko, żeby sprawdzić co się stało. Cała puszka świeżo zmielonych ziaren do peelingu była rozsypana po podłodze. Zmęczenie poprzedniego dnia sprawiło, że postawiłam ją niechlujnie? A może grasujący tu z gołą pałą P zrzucił słoik przez przypadek? Zaśmiałam się do siebie i zaczęłam zbierać brązowy proszek, wdychając kofeinę z powietrza.

Nago, jedynie w cienkim szlafroku, udałam się do kuchni. W bose stopy wbijała się czysta, świeżo wyprana wykładzina w salonie. Włączyłam muzykę i postanowiłam zrobić śniadanie. Po kilko minutowym przeglądzie szafek, zrozumiałam, że jednak nie mam nic do jedzenia. Było dość wcześnie, a knajpy w sobotę są otwarte od 10.00. Życie uratował ostatni banan, przetrwał mój wczorajszy nocny głód po wizycie P.

Starałam się chodzić zgrabnie i z klasą, ale jedyne słowo jakie opisywało moje ruchy to pokraka. Po moim udzie zaczął spływać ciepły śluz, który wydobył się z mojej cipki, na myśl o P.

W tej sekundzie przypomniałam sobie, że przez spory kawałek nocy wyłam z rozkoszy w jego ramionach.

Staram się zebrać myśli i przypomnieć co się działo. Poza jego wtargnięciem do mnie po 1.00 w nocy, nie pamiętam zbyt wiele. Myśli ciążą mi i krążą wokół sofy, badam ją wzrokiem. Jest rozkopana i brudna. Patrząc na bałagan w domu, zaczynam przypominać sobie, wydarzenia wczorajszego wieczoru.

P wtargnął niczym Hulk, zdarł z siebie ubrania i cisnął mnie na dywan, potem na kanapę, zaraz  po tym jak klęczałam przed nim ssąc mu kutasa.

Na kanapie musieliśmy być dłużej, bo poduszki były pogniecione i zmęczone szaleństwem. Zupełnie nie pamiętam pobytu w ogrodzie, nie wiem dlaczego, przecież nic nie piłam. Po zastanowieniu chwytam się za szyję i dopiero wtedy czuję jak jest obolała i poraniona.

Patrzę w lustro i nawet nie mam siły się uśmiechnąć. Moja szyja jest  pokryta świeżymi otarciami liny. Oglądam ślady dokładnie i smaruję maścią, która leży zawsze na wierzchu. Używam jej częściej niż pasty do zębów. Z piekącą szyją i szklanką wody leniwym krokiem docieram ponownie do ogrodu. Robi się ciepło i zanim słońce wzejdzie wysoko, podlewam kwiaty. Znalazłam linę. Mocno związana w skomplikowane węzły. Pamiętam jak uczyliśmy się ich razem z P. Pochylam się ledwo, aby podnieść tę linę, przeszywa mnie dreszcz, zaczynają sterczeć sutki, nagle myśli wracają na swoje miejsce. Przed oczami stają raz jeszcze wczorajsze sceny.

P zabrał mnie z ogrodu związaną do sypialni, poniósł mnie jak kukiełkę. Po ziemi ciągnął się koniec sznurka, przechodził mi po udach, tyłku i cyckach. Lina była przyjemna w dotyku i otulając nadgarstki, pieściła jednocześnie moją szyję. Już pamiętam, dopiero teraz obraz mi się wyostrzył, widzę każdy szczegół. Pamiętam jego we mnie, jak wchodził głęboko kiedy byłam związana. Traciłam oddech, obraz zaczął mi zanikać, widziałam tylko jego zarys we mgle. Wyłam z rozkoszy, on nie przestawał mnie rżnąć. Nie widziałam już nic, tylko czułam, czułam każdy centymetr jego nabrzmiałej męskości. Byłam o krok od orgazmu, byłam już w 3 fali. Orgazm zbliżał się z prędkością błyskawicy z innej galaktyki. Wydusiłam z siebie ciche: – dochodzę! Dreszcz rozkoszy rozproszył się po moim ciele. Odpłynęłam. Opadłam z sił, on złapał mnie za biodra, uniósł w górę i doszedł na mnie.  Pamiętam jak tkwił nieruchomo w rozkoszy dłuższą chwilę, wydając z siebie pomruki bestii. Po wszystkim obróciłam się na bok i zasnęłam.

Rano już go nie było. Wie, że nie może zostać na noc, nigdy nie zostaje. Nawet nie próbował negocjować, nie namawiał, nie naciskał. Wie, że mogę się wystraszyć i odejść. Udało mi się w końcu znaleźć coś do jedzenia. Podjęłam jeszcze walkę ze zrobieniem jajecznicy i świeżej kawy, tym razem do picia. Mimo braku koordynacji ruchów, jakoś się udało. Posprzątałam mieszkanie, umyłam włosy, chwyciłam książkę i gdy usiadłam, usłyszałam podjeżdżający samochód. W samą porę, wrócił mój mąż.

Samica Alfa.

Sprawdź też!

Dodaj komentarz