Selfie feminizm: komu przeszkadzają dziewczyny, które nie chcą być ładne

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email

Dyskusja o selfie-feminizmie, której początek dała wystawa „Na pozór silna dziewczyna, a w środku ledwo się trzyma”, nie cichnie do dziś. Dlaczego smutnym internautkom, które kochają brokat i wyuzdane pozy, udało się zmobilizować do rozmowy o sztuce nawet tych, którzy dotąd nie mieli w tym temacie nic do powiedzenia? Sprawdzamy, o co chodzi w tym zjawisku.

FEMINISTKI CZEKAJĄ NA LAJKI

Dyskusja na temat selfie-feminizmu należy w polskim świecie sztuki do jednej z najgłośniejszych i najbardziej ekscytujących w ciągu ostatnich kilku lat.  Przyczną poruszenia była wystawa „Na pozór silna dziewczyna, w środku ledwo się trzyma”, przygotowana w styczniu 2018 roku przez kuratorkę, historyczkę sztuki i artystkę Zofię Krawiec w jednej z najmniejszych, a jednocześnie najciekawszych stołecznych galerii, Lokal_30. Jej tytuł miał odnosić się do kondycji psychicznej najpopularniejszych polskich Instagramerek z nurtu selfie-feminizmu, czyli zjawiska, które przeciwstawia się propagandzie piękna, wyidealizowanego obrazu kobiecości, niemożliwych do spełnienia wizualnych wymagań. Chociaż każdego dnia swoje autoportrety wrzucają do sieci miliony internautek, feministyczne selfies są wyjątkowe i niewygodne. Dlaczego? Bo przeczą wizji piękna, którą kreauje cyfrowy świat. Insta-performerki stosują te same narzędzia, co gwiazdy: obsypują się brokatem, stosują popularne hasztagi, fotografują się w dwuznacznych pozach i zdobywają coraz większe grono odbiorców ich internetowych awatarów. Deklarują jednak, że ich cel jest zupełnie inny: chcą podważyć sens usieciowionej podmiotowości tymi samymi narzędziami, jakimi się ją kreuje. Nie widzą nic złego w tym, żeby – według słów Karoliny Plinty, krytyczki z magazynu Szum – traktować „politykę jak biżuterię”.

FEMINIZM 2.0

Czym właściwie jest selfie-feminizm? To przejaw twórczości, który polega na wykorzystywaniu serwisów społecznościowych do swoistego buntu. Zofia Krawiec, która w styczniu 2017 roku opublikowała swój manifest, określający najważniejsze założenia selfie-feminizmu, tłumaczy:

„To nurt, który polega na tym, że dziewczyny robią sobie zdjęcia, wykorzystują media społecznościowe i nowe technologie, które są nowym językiem komunikacji i dają im nowe możliwość budowania swoich tożsamości. Dzięki temu budują swoją podmiotowość, ale też wpływają na otaczającą je rzeczywistość”.

Zofia Krawiec

Dziewczyny coraz częściej traktują internet jako swoistą dziewczyńską agorę, w ramach której dzielą się swoimi doświadczeniami, wątpliwościami, lękami, wiedzą. Zofia Krawiec tłumaczy:

„Przestrzeń internetu staje się dla dziewczyn naturalną częścią codzienności. I z tego medium zaczęły tworzyć język opowiadania o sobie, czasami także narzędzie feminizmu. Zaczęły >>wirusować<< internet swoimi przemyśleniami, zdjęciami swojego ciała, na których są widoczne, na własnych zasadach”.

Zofia Krawiec

Dzięki social mediom dziewczyny skrzykują się do wspólnego działania, nierzadko przeciwko władzy czy patriarchatowi. Być może, gdyby nie istniał internet, liczba parasolek na „czarnych protestach” byłaby znacznie mniejsza, podobnie jak szczerych i bulwersujących wyznań w ramach akcji #MeToo. To, co dla Krawiec najważniejsze, to próba stworzenia kobietom płaszczyzny, w której będą mogły bez skrępowania i bez zastanawiania się nad tym, co myślą o nich inni (również mężczyźni), wyrażać swoją siłę i kreatywność.

Black protest, @ponizejpasa

Krawiec opowiada w wywiadach:

„Od początku założyłam, że to będzie projekt o autoprezentacji kobiet w internecie, o tym jak funkcjonuje ciało dziewczyn w cyberprzestrzeni. Często też słyszę krytykę, że to jest stereotypowe pokazywanie cielesności, że to wszystko jest dla męskiej przyjemności. Ale ja chciałam pokazać, z jakimi stereotypami mierzą się młode dziewczyny w naszej kulturze”.

Zofia Krawiec nie była pierwsza: jedną z artystek, które wykorzystały media społecznościowe do kreowania własnego (nie tylko twórczego) wizerunku, była Amalia Ulman, która użyła Instagrama do zrealizowania sprytnej prowokacji. W swoim projekcie „Excellences & Perfections” zatarła granice między rzeczywistością, a wykreowaną na potrzeby sieci podmiotowością. Za pośrednictwem Instagrama prezentowała światu epizody z wymyślonego życia, w tym rzekomą operację piersi czy spekatkularne kryzysy osobowościowe. Jeśli jednak naszym celem jest rzetelne poszukiwanie pierwszych przejawów selfie-feminizmu w sztuce, musimy wrócić jeszcze dalej, chociażby do prac Natalii LL czy Cindy Sherman.


Come hither valentine!, Cindy Sherman

KTO NIE KOCHA FEMINISTEK?

Sama performerka i kuratorka Zofia Krawiec na swoim profilu na Instagramie, @nueroticgirl, zamieszcza swoje autoportrety wyrażające skrajne oburzenie działaniami władzy i męskimi zachowaniami, a jednocześnie – zdrowy, choć nie dla wszystkich wygodny zachwyt własną cielesnością.

Muszelka, Neurotic Girl @zofia.krawiec

Z sensem działań Krawiec spiera się od dłuższego czasu między innymi Karolina Plinta, krytyczka sztuki, która na łamach portalu Szum opublikowała miażdżącą krytykę wystawy „Na pozór silna dziewczyna, w środku ledwo się trzyma” w Lokal_30.


trzymam się, choć ledwo stoję, 
MATKA BOSKA KAPSLOKOWA @kkoza 

Dla Plinty wizyta na wernisażu „była niczym lot na Marsa: patrzysz przez okienko na wielką próżnię i coraz bardziej nie dowierzasz, że to wszystko dzieje się naprawdę”. Krytyczka z ironią starszej i lepiej poinformowanej siostry kpi z prób opowiadania się selfie-feministek przeciwko patriarchatowi i kapitalizmowi. Twierdzi, że w większości spędzają one czas na „wixapolowych imprezach, wizytach w Pogłosie i wypoczywaniu po zabawach” i są „reprezentantkami klasy próżniaczej, które mają wystarczająco dobre zaplecze ekonomiczne i społeczne, by spokojnie oddawać się swoim lękom i melancholiom”.  Karolina Plinta twierdzi, że selfie-feminizm jest przejawem skrajnego narcyzmu i próbą wejścia do świata celebrytów przez drzwi galerii. Z poważnym zarzutem Plinty spotkał się również brak przygotowania wystawy. W opinii krytyczki ekspozycja podkreśliła jedynie ułomność działań insta-girls, których działania są skuteczne i wartościowe co najwyżej na serwisie Instagram, nie w przestrzeni white cube’a.  Z kolei Agata Pyzik w tekście, również opublikowanym w Szumie podkreśla, że nie interesuje jej „promowanie magazynu o sztuce na zdobywanych dzięki goliźnie klikach”, które otwarcie nazywa „mizoginistyczną eksploatacją”. Swoją krytykę „koleżanek-feministek” wymownie zatytułowała: „Jeśli muszę się rozbierać, nie chcę być częścią waszej rewolucji”. A Wy?

All black, @rozi.roszpunka
Zjazd po Wixapolu, @hedonizm2.0
Robię to dla hajsu i lajków, Lustberry  @lustfullwebpl

Sprawdź też!

Ten post ma jeden komentarz

Dodaj komentarz