Komiczny mecz polskiej prawicy z samą sobą

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email

Jeśli w ciągu ostatnich paru dni nie było Was Internecie, mogła Was ominąć przepiękna inba, której przebieg idealnie obrazuje stan umysłowy polskiego społeczeństwa w XXI wieku.

Oto poseł konfederacji, Artur Dziambor, słusznie poruszony niezwykle oburzającą sprawą, zabrał głos w być może najważniejszej dyskusji swojej kadencji. I wiem co powiecie: ale Zosia weź, konfederacja to dno. Może i dno kochani, ale warto pamiętać, że ich wolnościowe podejście do zagadnień związanych z szeroko pojętymi wizją i kreacją artystyczną w kinie oraz praw własności osób tę sztukę tworzących, to piękny filar ich wiary w świat, w którym zasady nie istnieją, a wymyśla się je na bieżąco tak, by pasowały do danej sytuacji i by rozwiały wszelkie wątpliwości na korzyść trzynastoletnich chłopców nawet wtedy, gdy wspomniani chłopcy mają już grubo ponad trzydziestkę.

Zapytacie więc: ale co tak oburzyło konfederację?

Czy chodzi o zatrważający wzrost depresji i samobójstw wśród dzieci i młodzieży w czasie pandemii oraz brak możliwości zapewnienia im potrzebnej ochrony (wg rejestru Naczelnej Izby Lekarskiej w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży aktywnych jest 482 lekarzy na całą Polskę, a 44 proc. nastolatków ma objawy depresji[1])? Czy może o błyskawicznie rosnący procent osób żyjących na granicy ubóstwa (3,7 mln skrajnie ubogich, 24 mln w sferze niedostatku, a prof. Szarfenberg, badacz z Uniwersytetu Warszawskiego, członek Polskiego Komitetu Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu EAPN Polska, przewiduje, że wzrost bezrobocia pociągnie za sobą wzrost ubóstwa o 50 proc.[2])? Chyba nic gorszego nie mogło aż tak zatrząść w posadach światem posłów tego ugrupowania?

Muszę Was niestety zmartwić. Stało się coś o wiele tragiczniejszego. Coś, co ma bezpośredni wpływ na życie i zdrowie panów posłów. Na naszych oczach rozgrywa się bodaj najistotniejsza dyskusja o międzynarodowym zasięgu – chyba najważniejsza od czasów Smoleńska i amerykańskich tarcz antyrakietowych na terenie Polski – a od jej przebiegu może zależeć nie tylko zdrowie seksualne posła Dziambora, ale wszystkich jego współpracowników.

Otóż do sieci wypłynęły zdjęcia z prac nad nowym filmem Malcolma D. Lee: Space Jam: A New Legacy. Tym z Was, którzy wychowywali się w latach 90 czy wczesnych 2000, Kosmicznego Meczu nie trzeba chyba przedstawiać. Zresztą nie jestem pewna czy nie jest to jeden z tych kultowych filmów, który stał się totalnie międzypokoleniowy. Wszyscy pamiętamy tę rozkoszną historię o Michaelu Jordanie pomagającym postaciom ze Zwariowanych Melodii w wygraniu meczu z kosmitami. Być może ucieszy Was zatem informacja, że ponad dwie dekady później powstaje druga część filmu. Ale zachowajcie czujność i nie cieszcie się zbyt pochopnie.

Zniszczona młodość Artura Dziambora

W tym pomyśle czai się większa groza niż ktokolwiek z nas mógłby się spodziewać. Reżyser uznał bowiem, że Lola – jedyna wyraźnie żeńska postać filmu – nie będzie postacią w jakikolwiek sposób seksualizowaną. Oznacza to w praktyce (przynajmniej w świetle aktualnych danych, które posiadamy) mniej więcej tyle, że jej strój nie będzie składał się z króciutkich szortów i obcisłego crop topu z zarysowanym pod nim biustem. Lola, jak cała reszta graczy, będzie ubrana w luźny strój do koszykówki.

Konfederackie wojska – co w pełni zrozumiałe – ruszyły zatem z odsieczą, by edukować i nawracać świat na drogę starego, dobrego seksizmu. Zwrócili też uwagę na fakt, że w filmie ma wystąpić LeBron James, znany konfederackiej publiczności nie ze swoich sportowych osiągnieć, a z tego, że jako czarnoskóry mężczyzna wspiera aktywnie ruch BLM, mający na celu zwrócenie uwagi na systemową przemoc i dyskryminację, jaka dotyka w USA osoby, które nie są białe.

Zabawne, jak polscy rycerze konserwatyzmu dostali szału na myśl o tym, że ktoś wykorzystał swoje prawo do przedstawienia historii tak, jak mu się podoba (wolny rynek, prawo własności hehehe). Jednocześnie strona, która najgłośniej (co nie oznacza, że najmądrzej) bierze zawsze udział w dyskusji o edukacji seksualnej, jako szatańskim wymyśle, który rozseksualizuje dzieci i sprawi, że pięciolatki będą uprawiać seks, grupa która w obawie o rozbudzenie w dzieciach i młodzieży rządz, tak głośno sprzeciwia się wyjaśnieniu dzieciom podstaw na temat tego, czym są granice, jak działa ciało, jak się uchronić przed ciążą i chorobami, w jaki sposób dochodzi do zapłodnienia i co to jest menstruacja, równie głośno sprzeciwia się też odseksualizowaniu królika w bajce dla dzieci i przywróceniu mu neutralnych cech.

Czego wy tak naprawdę chcecie, polska prawico? Bo walczycie o seksualizowanie królików, ale sprzeciwiacie się nauczeniu dzieci rozpoznawania i szanowania granic i uchronienia się przed chorobami.

Myślę, że warto na chwilę wrócić do osoby, od której wszystko się zaczęło – pana Dziambora. Jego zrujnowane dzieciństwo to wystarczający powód, by na zawsze zbojkotować nie tylko LeBrona Jamesa i Malcolma D.Lee, ale i studio Warner Bros. Pictures, a najlepiej całe Stany Zjednoczone. Jak wiemy odcięcie się od nich i zaprzestanie wysyłania im w czasie II Wojny Światowej naszych najlepszych żołnierzy i pilotów, to jedyny sposób na walkę z tak perfidną, lewacką propagandą.

USA nigdy nie pozwoli sobie na ruch, który mógłby obrazić Polaków, zbyt wiele kosztowałaby ich utrata naszego sojuszu i przyjaźni. Z pewnością warto zatem wystosować petycję do prezydenta Bidena, gdy już w TVP zakończą liczenie głosów i oficjalnie potwierdzą przegraną Trumpa. Ale myślę, że w tym momencie warto również zwrócić uwagę na fakt, że urodzony w 1982 roku Dziambor, w momencie premiery Kosmicznego Meczu (1997 w Polsce) miał 15 lat. Bardzo to znamienny wiek dla konfederacji, wtedy bowiem chłopcy najchętniej sięgają po kreskówki o meczu koszykówki z kosmitami, w celu onanizowania się do futrzanych królików ubranych w krótkie szorty.

Walka o królicze piersi

Sekcja komentarzy budzi ten rodzaj śmiechu, podczas którego zanikają mięśnie ramion od tego, jak nisko opadły ręce. Dorosłe dziody krzyczące na siebie w Internecie, bo KRÓLIK będzie miał dłuższą koszulkę i szorty niż ZA ICH CZASÓW, pięknie obrazuje stan umysłów Polaków. Zwiastowanie końca świata na podstawie wyglądu animowanej postaci z bajki dla dzieci: to jest Polska na jednym obrazku. Po co przejmować się katastrofą klimatyczną, kryzysem finansowym, kryzysem służby zdrowia, brakiem mieszkań, absurdalnie wysokimi czynszami i cenami jedzenia czy nieudolnością rządu, który za nasze pieniądze hula sobie aż miło?

Polakom wystarczy dać artykuł o bajce dla dzieci, której bohaterka im się nie spodoba, żeby odwrócić ich uwagę od absolutnie wszystkiego. Czy gdyby to męska postać została zmieniona, inaczej ubrana lub w jakikolwiek inny sposób przerobiona, odzew byłby równie ogromny? Jakoś wątpię. Pojawiłyby się pewnie jakieś komentarze, ale na pewno nie wywołałoby to takiej burzy jak fakt, że można pokazać dziewczynkom inny archetyp kobiecości niż talia osy, wymiary 60-90-60, sterczące piersi i długie smukłe nogi. Nawet gdy obrazujemy to na króliku.

Co ciekawe, niektórzy chłopcy tak bardzo pogubili się w tej dyskusji i w tym, po której stronie mają stać reprezentując konserwatywno-katolickie poglądy, że zaczęli sugerować, że to lewicy trzeba pilnować, bo inaczej w filmach dla dzieci mężczyźni będą latać z penisami na wierzchu. Tak, jakby to nie konserwatywna część naszego społeczeństwa dostała zapalenia odbytu od faktu, że królik w bajce nie będzie miał sterczących cycków. Ale oddaję im, że ta dyskusja jest tak pozbawiona sensu, że łatwo się w niej pogubić, gdy uruchomi się mózg.

Zgubne sentymenty dzieciństwa

Czy warto zmieniać kultową postać, by dostosować ją do czasów i języka filmowego, którym obecnie operujemy? Oczywiście. Ja również kocham oryginalną wersję tego filmu i nie przeczę, że w pewnym sensie wyzywający wygląd Loli dawał nam lekcję o nieocenianiu ludzi po pozorach, bo te bywają mylące. Tylko tę lekcję można przedstawić na wiele różnych sposobów. Czy uczyć tego zawsze trzeba na kanwie seksistowskich stereotypów? To, że mamy sentyment do bajki z dzieciństwa nie oznacza, że nie dorośliśmy w międzyczasie i że nie możemy spojrzeć na pewne tematy krytycznie.

Nie jesteśmy już dziećmi, 97 rok już dawno za nami. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, którzy weryfikują świat wokół siebie. Osoby pchające się do polityki powinny rozumieć to, że pewne kwestie ewoluują. Niewolnictwo również było kiedyś „normalne”. Czy to oznacza, że powinniśmy wrócić do „starych, dobrych czasów”? Dobrych dla uprzywilejowanej grupy oczywiście i to jest sedno tematu.

W komentarzach trwa mocny festiwal seksizmu i ageizmu, a najsilniejszy głos stanowią mężczyźni w średnim wieku lub troszkę młodsi. Na litość, mówimy o bajce dla dzieci. Bajce, w której bohaterami są króliki, kojot, kurczak, diabeł tasmański, kot, kanarek i kosmici. Skąd to oburzenie? Dlaczego dorośli mężczyźni czują się zagrożeni tym, że KRÓLIK w bajce dla dzieci zamiast obcisłych koszulek, będzie podczas meczu nosił luźną koszulkę jak cała reszta zawodników?

W rynsztoku absurdów

Lola jest jedyną postacią w filmie z wyraźnie zarysowanymi cechami stereotypowo determinującymi płeć. Jako jedyna też nosi pełne ubranie, które zakrywa wszystkie te miejsca, które nasze społeczeństwo nakazuje zakrywać kobietom. Cała reszta ekipy Zwariowanych Melodii to po prostu zwierzęta, niektóre w spodniach albo w samej koszulce, ale bez żenady pokazywane również „nago” (mówimy oczywiście o zwierzęcej „nagości”). W przypadku Loli nagość nie mogłaby funkcjonować, ponieważ jej ciało – choć ciągle jest pokrytym futrem ciałem królika – jako jedynej z nie-ludzkich postaci, podlega prawom ludzkim, a nie zwierzęcym. Poza byciem seksualizowanym, staje się więc także obiektem cenzury.

Żaden z pozostałych bohaterów nie prezentuje atrybutów stereotypowo przypisywanych męskości, przeciwnie – jest tam cały wachlarz najróżniejszych postaw, w tym mnóstwo uroczych fajtłap. Jedyna postać z wyraźnie zasygnalizowaną płcią została ukazana w sposób bardzo seksualny. Jej ciało lolitki mocno przypomina amerykańskie cheerleaderki z filmów czy seriali dla nastoletniej widowni. I oczywiście wiemy, że Lola ma silny charakter, nie daje się traktować jak przedmiot i walczy o swoje. I zgadzam się, że takie postaci też są potrzebne – odczarowują bowiem mit o tym, że kobiety są albo atrakcyjne, albo silne. Ale nie uważam, że film utraci swoje artystyczne lub – co w tym wypadku najważniejsze – rozrywkowe walory, gdy ubrania na jej króliczym ciele będą luźniejsze.

Większość komentarzy to oczywiście rynsztok, jak zwykle w polskiej sekcji komentarzy pod jakimkolwiek artykułem. Polacy potrafią zesrać się na siebie nawet pod artykułem o ziemniakach, to pewnie dzięki tym naukom z Biblii. Oczywiście nie brakuje tych, że przecież my graliśmy w gry komputerowe, a teraz nie zabijamy, więc „szach mat lewaki”. To tekst równie klasyczny co „my jak byliśmy młodzi to jedliśmy kamienie i jakoś żyjemy, to Wy też nie potrzebujecie nic więcej” – klasyczne polskie argumenty, które zwykle mają na celu uniemożliwienie młodszym pokoleniom rozwoju czy ułatwienia im życia, bo czemu im się należy, skoro my tego nie dostaliśmy.

Feminizm kończy się przy wnoszeniu lodówki

Zamykanie oczu na to, że popkultura przenosi pewne wzorce, które mogą być szkodliwe, zdaje się być w polskiej tradycji równie mocno zakorzenione co alkoholizm, Majonez Tradycyjny Winiary podany w Wielkanoc na stół czy przemoc domowa. A skoro kobiety tak bardzo chcą tego równouprawnienia, to dalej wnoście sobie te lodówki na szóste piętro i jazda do kopalni! Przecież my, mężczyźni, WSZYSCY codziennie nosimy sami lodówki na szóste piętro i pracujemy w kopalniach. W ogóle my, wszyscy mężczyźni codziennie nosimy lodówki do kopalni i z powrotem do mieszkania na szóste piętro.

Co, nie chcecie same nosić na plecach kanciastego pudła ważącego 30 kilo ani zjeżdżać na 10 godzin do pracy pod ziemię? To się walcie, żadnego równouprawnienia nie będzie. Pomijam, że większość kobiet radzi sobie na co dzień bez pomocy mężczyzn (samotne matki, starsze kobiety, które statystycznie żyją dłużej niż mężczyźni, kobiety, które nie pracują i ogarniają dom, albo te które pracują – w prawie każdej mojej pracy większość fizycznej roboty wykonywały dziewczyny), a wiele polskich mężczyzn rzadziej używała wiertarki od wielu polskich kobiet. Skąd jednak biorą się te argumenty? Już spieszę z odpowiedzią – ze strachu.

Załatwianie za kobiety rzeczy i wmawianie im, że same nie dadzą rady ich zrobić, jest jedną z form uzależnienia ich od mężczyzn. Czy naprawdę mają aż tak niskie poczucie wartości, że boją się, że równouprawnienie to dla nich wyrok samotności?

Wina

Wynikałoby z tego, że mają świadomość, bycia tak gównianymi osobami, że jak tylko będzie alternatywa i kobiety będą miały poczucie własnej wartości i będą mogły podjąć rozsądny wybór zgodnie z samymi sobą, a nie oczekiwaniami społeczeństwa, to zostaną sami jak palec. Może zatem warto zająć się pracą nad sobą, zamiast tracić energię na modlenie się o powrót do średniowiecza? Desperacja tej grupy polskich mężczyzn jest smutna, ale zgotowali ją sobie sami.

  • To nie wina kobiet, że mężczyźni wolą siedzieć na dupie w domu rodzinnym, zamiast wyjechać na studia, że nie chcą się kształcić i poznawać świata tak, jak chcą tego kobiety.
  • To nie jest wina obcokrajowców, że „zabierają im” kobiety, bo nawet w tej pretensji wybrzmiewa zawsze poczucie prawa własności, a nie szacunek czy nawet faktyczny smutek.
  • To ich własna wina, że nie są żadną kuszącą alternatywą, że są nieinteresującymi, nudnymi, marudnymi i ograniczonymi osobami z przerośniętym ego. I żadna wojenka w komentarzach tego nie zmieni.

konfederacja vs feminazizm

Gdzieniegdzie w komentarzach trafiają się klasyczni przedstawiciele konfederacji pony, których głównymi argumentami w merytorycznej dyskusji są reakcja „haha” i nazwanie kobiet brzydkimi feminazistkami. Gdy napisałam komentarz odnośnie pewnych seksistowskich mechanizmów, którymi rządzi się świat kina, otrzymałam cały powiększony zestaw obiadowy obu tych reakcji z dodatkiem sporej szczypty protekcjonalizmu.

To jest tak znamienne, że gdy brakuje wiedzy, koronnym argumentem i sposobem, żeby zamknąć kobiecie ryja, staje się tekst „jesteś brzydka”. Uciszanie i umniejszanie nas przez odniesienie się do urody (co zwykle zresztą robią bardzo nieurodziwi chłopcy), jest chyba najstarszą, istniejącą formą seksizmu. Szczególnie to ciekawe w sytuacji, do której np. ten konkretny komentarz się odniósł: mojego komentarza o codziennym seksizmie.

Z dyskusji o seksizmie i seksistowskiej na nią reakcji wraz z próbą wulgarnego wmówienia nam, że nie wiemy o czym mówimy, a seksizm nie istnieje, podczas gdy autor stosuje seksizm, żeby jego argumenty o nieistnieniu seksizmu lepiej wybrzmiały i żeby kobiecie odechciało się dyskusji, tworzy się polskie perpetuum mobile. 

W praktyce „dyskusja” z chłopcami w polskim internecie wygląda tak [UWAGA TW: polscy chłopcy w Internecie]: kobiety: „Seksizm/przemoc seksualna istnieje”. Polscy mężczyźni: reakcja „haha” + „żadnego seksizmu/przemocy seksualnej nie ma, zamknij ryj ty głupia cipo, jesteś za brzydka, żeby ktoś cię chciał, wolałabyś islam jebana lewaczko?”. Makes sense. Kocham w ogóle to odnoszenie się do jeszcze bardziej patriarchalnych i seksistowskich kultur! Jakby to, że gdzieś jest gorzej magicznie sprawiało, że u nas jest dobrze. Przecież Polacy wspaniale traktują kobiety, prawda? Taka już nasza polska tradycja! Ach, dodam, że kolega, który w odpowiedzi na kulturalny i rzeczowy komentarz (w którym odniosłam się do pewnych zjawisk, nie atakując nikogo personalnie) zwyzywał mnie od brzydkich feminazistek, na zdjęciu profilowym ma czerwony piorun – symbol Strajku Kobiet.

Ach, my głupiutkie kobietki

W komentarzach pojawiają się też jednak głosy tych „rozsądnych”, „centrowych” mężczyzn. W swoich elokwentnych wypowiedziach objaśniają nam świat, zawsze tym samym niby-kulturalnym, protekcjonalnym tonem. Tłumaczą, o co chodzi i dają nam do zrozumienia, że problem leży w tym, że to my nie zrozumiałyśmy o czym toczy się dyskusja. Ach, my głupiutkie kobietki, zawsze takie emocjonalne.

Panowie próbują przekonać nas, że to nie o strój tu tak naprawdę chodzi, ale o to, że nie podoba im się, że twórcy chcą zmienić charakter tej postaci. Tym samym dają wyraźnie do zrozumienia, że dla nich wygląd determinuje charakter kobiety. W końcu o filmie nie wiemy absolutnie nic, poza tym, że Lola dostanie luźniejsze ciuchy. Nie ma zwiastuna, nie ma żadnych fragmentów dostępnych do obejrzenia, do sieci nie wyciekł scenariusz. Nie mamy pojęcia jak postacie będą się zachowywać, jakie kwestie będą wypowiadać, jakie postawy będą prezentować. Autentycznie jedyne co wiemy to kwestia wyglądu Loli i to jest rzecz, która tak poruszyła (nie tylko, ale głównie) prawicowych mężczyzn.

Królicze piersi

Pojawiają się głosy broniące tego, że Lola w oryginalnej wersji filmu ma wyraźnie zarysowane piersi, bo „przecież kobiety mają piersi”. Nie, kochani. Nie każda kobieta ma piersi. O kobiecości nie świadczy wygląd, kolor włosów, kształt ciała czy jego konkretnych fragmentów ani profil nosa. A Lola nie jest ludzką kobietą, tylko królikiem. Króliki nie mają tak ukształtowanych piersi jak ludzkie kobiety. Ten argument nadaje się tam, gdzie cała konfederacja – do kosza na śmieci. Tak sobie myślę, że gdyby każda oburzona osoba przeczytała na spokojnie swój komentarz, krytycznie patrząc na jego treść, miałaby szansę odrobić najważniejszą lekcję w swoim życiu.

Jest smutnym faktem, że nastoletnie Polki mają najniższą samoocenę w Europie[3]. Nie jest to oczywiście wina wyłącznie „Kosmicznego Meczu”. Jest to wina milionów cegiełek, z których składa się nasza rzeczywistość. Milionów malutkich rzeczy, które same w sobie nie są złe ani szkodliwe, ale skumulowane, niezweryfikowane i powielane później, tworzą naszą rzeczywistość. I nie jest to rzeczywistość łatwa. Jest to rzeczywistość pełna przemocy, absurdalnych oczekiwań, podziałów, ogromnych stereotypów i jeszcze większego seksizmu. Rzeczywistość umniejszania roli kobiet, co przenoszą między innymi filmy, traktujące żeńskie postacie jako ładny i uroczy, ale niezbyt istotny dla rozwoju fabuły dodatek.

Na równi bawi mnie i żenuje, że tematem tak wielkiej dyskusji jest coś tak błahego, kiedy naokoło tyle naprawdę ważnych i palących problemów. Pod artykułem o dramatycznym wzroście przypadków przemocy domowej od początku pandemii, nie ma nawet 1/3 tej liczby komentarzy. Świat białych, heteroseksualnych mężczyzn wali się w posadach, bo zwierzę w bajce nie będzie miało widocznych piersi. Czy to tak naprawdę ma znaczenie? Czy postać, którą lubisz w bajce będzie miała żółtą koszulkę czy zieloną, krótką czy długą?

Dla dzieciaków liczy się fabuła, rozwój akcji i charaktery postaci, nie ich ubiór. To jest ważna lekcja, którą my, dorośli, powinniśmy odrobić. I coś, czego dzieci mogą nas nauczyć. Bo żadnego dziecka nie obchodzi, czy królik założy spodnie czy sukienkę, czy będzie mieć pomalowane rzęsy, czy nie. No, chyba że mówimy o dzieciach z konfederacji, bo według ich retoryki od tego zależy życie, seksualizowanie animowanych zwierząt leży u podstaw rozumianej przez nich wolności. A więcej praw do swojego ciała mają animowane postaci, niż otaczające ich realne kobiety.


[1] https://www.medonet.pl/psyche/psychologia,depresja-i-proby-samobojcze-wsrod-nastolatkow-w-czasie-pandemii–niepokojace-liczby,artykul,34523060.html

[2] https://oko.press/50-proc-wzrost-ubostwa-seniorzy-bez-opieki-wirus-najbardziej-uderza-w-wykluczonych/

[3] https://kobieta.onet.pl/polki-maja-najgorsza-samoocene-w-europienie-chwalimy-nie-mowimy-komplementow/790k7bh

Sprawdź też!

Dodaj komentarz