Waniliowy seks – zindoktrynowana zmora

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email

Wraz z narodzinami ogólnodostępnej pornografii – takiej jaką znamy dzisiaj, zaczęto normalizować pewne zachowania erotyczne, które wcześniej uznawane były za niekonwencjonalne, jak np. zabawy analne. Obecnie nie są już praktycznie niczym niespotykanym. I dobrze! Tylko w takim razie, dlaczego ‘kinky’ seks – od którego aż się roi na kartach PornHuba pod najróżniejszą postacią: gangbangów, odgrywania ról, upokarzania czy wreszcie  kobiecej dominacji, w dalszym ciągu jest piętnowany?

Czekolada, wanilia i straciatella

Wykształcił się w społeczeństwie podział na seks ‘typowy’ – czyli waniliowy, oraz „kink”, czyli praktyki wychodzące poza ramy przyjętej normalności. Samo pojęcie dewiacji seksualnej jest dosyć mgliste i zahacza o praktyki BDSM. Więc czy ktokolwiek z nas jest w stanie jednoznacznie stwierdzić co jest społecznie akceptowalne a co nie jest? Oczywiście biorąc pod uwagę to, czy wszyscy uczestnicy mogą i wyrażają na stosunek świadomą zgodę oraz wykluczając kompulsywne zaburzenia spisane w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób.

W teorii praktyki, które są ‘okay’ ograniczają się do tych waniliowych,  skupiają się na seksie dwóch osób. Jest to akt delikatny, pełen miłości, bez świntuszenia i zadawania jakiegokolwiek bólu celowo i dla przyjemności.

Jestem przekonana, że część z czytających ten tekst osób, które lubią być ciągnięte za włosy, podduszane, gustują w przygodach na jedną noc czy marzy im się trójkąt, właśnie wzięły głębszy oddech. Raczej nie identyfikujecie się jako członkinie i członkowie społeczności BDSM, prawda? No właśnie – i problem nie leży w Was, tylko w tym niedorzecznym podziale. To jakby stwierdzić, że do końca życia będziemy jeść tylko lody waniliowe albo tylko czekoladowe. A co jeśli ja mam ochotę na straciatelle?

Może się wydawać, że gadam od rzeczy – no przecież nikt nie będzie mnie palił na stosie za to, że chcę dostać klapsa, prawda? Jednak problem z podziałem na wanilię i kink leży znacznie głębiej – i się pogłębia im bardziej od tej wyimaginowanej ‘normy’ odchodzimy.

Zatruta wanilia

Od ponad roku uczę o seksie na Instagramie – pokazuję zabawki, jak założyć poprawnie prezerwatywę czy nikogo przy zabawie oddechem nie udusić. Dlatego ludzie zakładają, że nie mam i nie miałam problemów z opowiadaniem o swoich fantazjach i potrzebach a mój seks zawsze był pełen fajerwerków. Muszę Was rozczarować.

Przy moich pierwszych przeżyciach łóżkowych z partnerem – odejmowało mi mowę. Nie byłam w stanie powiedzieć, że w pozycji misjonarskiej łapią mnie skurcze a „powoli i delikatnie” nie jest dla mnie. Wstydziłam się absolutnie wszystkiego – od słowa ‘kutas’, po przejęcie inicjatywy. Bałam się powiedzieć „Nie” a gdy sama miałam ochotę na seks, czułam, że mojego partnera do tego zmuszam. Bo kobieca przyjemność nie ma znaczenia, prawda?

Jedni powiedzą, że byłam w toksycznym związku. Ja powiem, że koncepcja seksu waniliowego, czyli ‘jedynej słusznej erotycznej intymności’, jest toksyczna.

Dokładnie pamiętam moment, w którym po raz pierwszy poczułam, że lepiej czuję się w uległej roli. Dużo mnie kosztowało, żeby wydusić z siebie wtedy bardzo mgliste: „Lubię, gdy mną tak dyrygujesz w łóżku”. W odpowiedzi otrzymałam wyraz twarzy pełen obrzydzenia i pytanie „ale ty nie chcesz mnie wciągnąć w jakieś BDSM, nie?”. Oczywiście nie chodzi o to, żeby nagle każdy uwielbiał widok siniaków czy chciał się bawić ogniem (taki kink też istnieje). Rzecz w tym, żeby zminimalizować liczbę reakcji, które mogą wywołać traumę u człowieka na resztę seksualnego życia.

Celem jest dawanie ludziom wyboru, który nie jest ograniczony patriarchalnymi wartościami, gulą w gardle i obrzydzeniem do siebie samej. Jest to ten sam cel, który przyświeca feministkom i aktywistkom pro-choice.

Kontrolowanie wstydem

Wstyd sprawia, że jako członkinie i członkowie społeczeństwa nie wyrywamy się przed szereg. Wstyd redukuje seks do reprodukcji. Jako edukatorka staram się przekazać ludziom, że podstawą zdrowej seksualności są rozmowa, otwartość i stawianie granic. Co ciekawe – są to podstawy dynamik BDSM-owych a konkretnie negocjacji, które dla bezpieczeństwa wszystkich zaangażowanych, muszą mieć miejsce zanim do czegokolwiek dojdzie. Tylko, że się o tym nie mówi – po raz kolejny normy sprawiają, że zamiatamy sedno sprawy pod dywan. Trąbimy o świadomej zgodzie bez wykorzystywania społeczności, w której te zasady są wykorzystywane z powodzeniem w praktyce.

Oznaczałoby to zaakceptowanie, że podział na wanilię i kink to nie kwestia pozycji czy wykorzystywanych zabawek – a przyjemności, wyzwolenia i świadomości. Ignorując to dorzucamy swoje trzy grosze do propagandy naszego rządu, który nie chce dopuścić do wprowadzenia edukacji seksualnej w szkołach. Bo wtedy ludzie przestaliby się wstydzić – a wstyd sprawia, że łatwiej nas kontrolować.

Sprawdź też!

Dodaj komentarz