Pride Month, here we go again

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email

Yet again przybył do nas Pride Month. Kolorowe święto kapitalizmu, wykorzystującego cudzą krzywdę dla własnych korzyści. Czy wspieranie mniejszości w jeden miesiąc w roku to hipokryzja? Owszem. Nie zmienia to jednak faktu, że idea miesiąca poświęconego grupom na co dzień marginalizowanym i wykluczanym, to bardzo duży krok w stronę równości i widoczności.

Warto też pamiętać, że Pride Month to nie tylko wielkie korporacje i ich tęczowe grafiki na Facebooku, ale też mnóstwo wydarzeń realnie wspierających mniejszości. Wielkie korporacje przydają się w tym wypadku tylko w jednym celu – zwiększenia widoczności osób LGBTQIA+ i całej idei Miesiąca Dumy. Polacy oczywiście już deklarują na Facebooku przenoszenie swoich oszczędności w wysokości 21,37 zł do banków, które nie popierają tęczowych osób, rezygnację z kupowania lodów, których nie jedzą, książek, których nie czytają, butów których nie noszą oraz usuwają się na zawsze z list konsumentów na fanpageach firm, o których wcześniej nawet nie słyszeli, ignorując jednocześnie fakt, że jedną z firm biorących rokrocznie udział w Pride Month, jest sam Facebook (ale spokojnie, na szczęście z łatwością dacie radę wyjechać w pizdu, bo PKP oficjalnie odmówiło poparcia tęczowych osób). Polak piszący „nigdy u Was nie zanocuję” na stronie hotelu, na który i tak go nie stać, to już niejako symbol czerwca i piękny zwiastun lata odzianego w ortalionowe slipy z orłem bielikiem i aromat Tatry Jasne Pełne.

Centrowy grajdołek

No ale wiadomo, że nastawienie przeciwne prawom człowieka to wcale nie domena wyłącznie stereotypowego polaka urządzającego zakrapianego piwkiem grilla nad jeziorem. Wiele głosów o „niepotrzebnym zamieszaniu” słychać często bowiem ze strony osób o tak zwanych poglądach centrowych, ba! Czasem nawet od tych identyfikujących się z lewicą lol. Ile razy słyszałyśmy wykluczające lub wprost homofobiczne teksty od „centrowych” polityków/polityczek, aktywistek/ów, aktorek/ów czy celebrytek/ów wszelkiej maści? Ile razy słuchaliśmy jak świadomie misgenderują najróżniejsze osoby, jak odmawiają użycia poprawnych zaimków? Ile razy czytaliśmy ich wpisy sugerujące, że tęczowa flaga to „próba zrobienia zamieszania”, że są teraz ważniejsze problemy, że „jestem tolerancyjna/y, ale…”?

Jak mocno nasłuchałyśmy się osób widzących problemy w bajkach, serialach, rysunkach i emotikonach zamiast w nienawiści i przemocy? Ile razy osoby z tęczową flagą były „proszone” o jej schowanie na demonstracjach w obronie praw kobiet czy konstytucji (na tych drugich działo się to przecież regularnie, to o jaką demokrację ta walka się w ogóle toczy?)

Znamienne, że te poglądy są zwykle domeną osób mocno uprzywilejowanych, których wolności ani prawa nie są naruszane, i których horyzonty empatii nie obejmują nikogo, poza grupą podobnych sobie, uprzywilejowanych osób. To klasyczne „niech sobie robią co chcą, ale po co się z tym obnosić” wypowiadane przez wykształcone, uprzywilejowane osoby, jest chyba jeszcze gorsze w swojej wymowie niż czysta nienawiść wynikająca ze strachu i/lub niewiedzy.

Uważające się za „centrowe” osoby jawnie bowiem promują w ten sposób ukrywanie swojej orientacji i tożsamości i podsycają niechęć swojego środowiska w kierunku osób walczących o podstawowe prawa. Jasne, w utopijnym świecie „niech sobie robią co chcą, ale po co się z tym obnosić” oznaczałoby pewnie mniej więcej tyle, co „Twoja płeć/orientacja/tożsamość nie ma znaczenia, bo wszyscy jesteśmy równi”, ale wszystkie wiemy, że nie to oznaczają tego typu teksty w Polsce AD 2021. Obecnie oznaczają dokładnie tyle co „mam ważniejsze sprawy na głowie niż cudze życie”, „w nosie mam prawa człowieka, dopóki moje są przestrzegane” i „w moim świecie nie ma dla Was miejsca”.

Najciemniejszą stroną tych poglądów jest fakt, że głoszące je osoby są w pełni przekonane o swojej „otwartości”. Otwartości tak skrajnej, że aż „nie obchodzi mnie co robisz pod kołdrą”. Tu dochodzimy do kolejnego retorycznego wygibasa, według którego całe istnienie osób LGBTQIA+ i wszelkie ich próby zdobycia praw i wolności, ograniczają się wyłącznie do seksu, co zresztą niewymownie świadczy o głoszącej takie poglądy heteronormie. Te głosy o „obnoszeniu się” ze swoją tożsamością/orientacją, gdy rozmawiamy o prawach tęczowych osób to rzecz, która niezmiennie mnie zadziwia.

Jesteśmy jako społeczeństwo tak obyci z jaskrawą i dominującą heteronormatywną narracją w przestrzeni publicznej, że każdy najmniejszy nawet przejaw odwrócenia dyskursu w stronę relacji jako wartości, której nie warunkuje płeć zaangażowanych w nią osób, widzimy jako zachwianie statusu quo, jak ingerencję w nasz starannie zbudowany i pielęgnowany świat. Czujemy się zagrożeni, odarci ze swoich wartości.

Z billboardów, gazet, reklam w radiu i telewizji regularnie docierają do nas seksistowskie, klasistowskie i rasistowskie przekazy, ale to nas w ogóle nie razi. Za to reklama, w której głównymi bohaterami/bohaterkami są nieheteronormatywne osoby, jawi się jako tęczowe zabory, a powiewająca na cudzym balkonie tęczowa flaga wzmaga poczucie osaczenia przez lewacką poprawność polityczną, która chce nas, Polaków, zmusić do uznania praw człowieka wbrew naszej woli.

 „Luz, mam kolegę geja”

To klasyczne „obnoszenie się ze sobą” to nic innego jak queerfobia ubrana w pseudointeligenckie i pseudocentrowe dyrdymały, wypowiadane protekcjonalnym tonem autorytetu i znawcy tematów wszelakich. Ludziom naprawdę wydaje się, że jeśli kiedyś spotkali osobę nieheteronormatywną i jej nie pobili, to teraz mają prawo zasłaniać się tą pseudo relacją i do końca życia wykorzystywać ją jak tarczę w każdym momencie, w którym wyjdzie z nich uprzywilejowanie, uprzedzenie, ignorancja, brak empatii, brak wiedzy lub zwykła, czysta nienawiść do drugiej osoby. „Hej, mam kolegę geja, ok? Nie jestem nietolerancyjny, ale…” (dokończ zdanie w dowolny sposób, bo wszyscy wiemy, że po „ale” zawsze następuje negacja bycia tolerancyjnym/ą).

Żyjąc w miłej, bezpiecznej bańce heteronormatywnego przywileju, łatwo nie dostrzec, że to „niepotrzebne zamieszanie” jakie „robią wokół siebie tęczowe osoby”, to nie jakaś agresywna agitacja religijna czy polityczna, ale walka o prawo do życia, do samostanowienia i do wolności. Walka o najprostsze, najbardziej podstawowe prawa i wolności, które dla większości z nas są naturalne. Ten „niepotrzebny szum” to nie próba zniszczenia Waszego popołudnia marszem równości, tylko jeden dzień w roku, kiedy tysiące osób mogą poczuć, że należą do jakiejś grupy, że są kochane, akceptowane i że nie są same. To jeden dzień w roku, kiedy bez strachu o życie i/lub zdrowie mogą wziąć za rękę osobę, którą kochają. Odmawianie tego ludziom, którzy ciągle walczą o prawa, które my bierzemy za pewnik i o których nawet nie rozmyślamy, to zwykła bezczelność i stawianie siebie ponad innych.

Dlaczego jednej grupie się te prawa „należą” tak bardzo, że nawet nie traktujemy ich jak coś istotnego, a innej grupie się nie należą i wszyscy to po prostu akceptują? Dlaczego dajemy sobie prawo decydować o tym, czy czyjaś walka jest istotna, czy jest tylko „niepotrzebnym zamieszaniem”? Dlaczego opierając się wyłącznie na tym, że jedna grupa jest liczniejsza od drugiej, ta pierwsza uważa, że ma prawo wydawać zgodę na to, by inne osoby żyły na równych zasadach? „Niech sobie robią co chcą, ale u siebie w domu”. A kto Cię w ogóle prosił o pozwolenie?

Heteronorma się zesrała

Znacie te osoby o antyaborcyjnych poglądach, z których każda ma „koleżankę”, której lekarze mówili, że urodzi zdeformowane dziecko, które nie przeżyje nawet kilku godzin, ale zdecydowała się urodzić i ma teraz śliczne, zdrowe bobo? To samo jest w tym przypadku.

Każda osoba przeciwna paradom równości, tęczowym piątkom, czy innym wydarzeniom zwiększającym widoczność osób lgbtqia+, ma kolegę geja, który też tego nie popiera. Okazuje się, że każda osoba, której poglądy oscylują pomiędzy własnym komfortem, a wykluczeniem mniejszości i mową nienawiści, uwielbia dla podbicia własnej pseudo centrowości poglądów, opowiadać o swoich kolegach gejach, niepopierających lgbt i koleżankach lesbijkach będących przeciwnymi marszom równości.

Sytuacja robi się tym bardziej komiczna, im bardziej „otwartą” osobą mianuje się wypowiadająca te poglądy osoba. „Kolega gej” stał się usprawiedliwieniem każdego przejawu nietolerancji, a nawet nienawiści. „Jebać pedały, ale spoko mam kolegę geja, on też tak mówi hehe”. Co następne? „Żydzi do gazu, ale spoko mam kolegę żyda”? It’s official: heteronormie padło na łeb. I jako heteronormatywna osoba, nic nie wywołuje we mnie takiej fali cringeu i wstydu, jak myśl o reprezentacji grupy, do której należę. Bo chyba żadna grupa na świecie nie ma gorszej reprezentacji niż heteronorma.

Obnoszenie się ze sobą

Czy czasem nie obnosimy się wszyscy z jakąś częścią siebie? Regularnie obnosimy swoje sympatie polityczne, religijne, modowe, muzyczne czy sportowe. Kibole reprezentują je np. poprzez wyrywanie kostki brukowej i niszczenie wiat przystankowych, osoby wierzące poprzez udział w procesjach blokujących ruch drogowy, fani sportu poprzez maratony blokujące całe miasta, fani muzyki poprzez uczestniczenie w koncertach i noszenie koszulek z logo zespołów a osoby popierające daną opcję polityczną – poprzez ozdabianie swoich płotów twarzą swojego kandydata/kandydatki. Przykłady można mnożyć, wszystko przecież sprowadza się do tego samego – do wyrażenia siebie, swoich zainteresowań i osobowości.

Przy czym jest różnica pomiędzy głośnym wyrażaniem swoich poglądów czy pasji, a wyrażaniem rzeczy, na które nie mamy wpływu. Dlaczego tylko to drugie wywołuje zawsze tak szeroką dyskusję, podczas której z ludzi wychodzi wszystko, co najgorsze? Nigdy nie spotkałam się wielką burzą w mediach i dyskusjach wszelkiej maści o tym, żeby sportowcy uprawiali sobie sport u siebie w domu, bo „niech sobie robią co chcą, ale nie każdy musi chcieć to oglądać”? Dlaczego jednym wolno się afiszować z pełną pompą, a innym to prawo jest odmawiane przez osoby ciągle uważające się za „otwarte”? Dlaczego jest ok, gdy wielka, głośna grupa idzie przez pół miasta w procesji, niosąc narzędzie tortur z przybitym do niego wizerunkiem zakrwawionego człowieka i zawodząc, a nie jest ok, gdy ludzie idą ulicą tańcząc i machając tęczową flagą? Dlaczego to ta druga opcja ma demoralizować oglądające to dzieci?

Drodzy „centrowi” ludzie:

zabranianie innym bycia sobą to nie jest wyraz otwartości, a wyłącznie skrywanych fobii i nienawiści, które boicie się nazwać po imieniu, żeby ktoś przypadkiem Wam tego nie wytknął i wyraz poczucia wyższości, według którego macie prawo „pozwalać” ludziom żyć na zasadach, które Wam odpowiadają.

Dlatego chowacie się za fasadą „kolegów gejów” i „otwartości na świat, która oznacza, że nic mnie nie interesuje”. W głębi duszy wiecie, że jesteście zamkniętymi na świat ignorantami o wątłych poglądach, niezwykle wąskim spektrum znajomych i przerośniętym ego. Nie macie pojęcia o życiu ludzi żyjących poza waszą wygodną bańką i to samo w sobie, choć smutne, nie jest problemem. Ale jest nim używanie własnego komfortu i braku świadomości jak wygląda świat za płotem Waszego domu, do jawnej dyskryminacji skrywanej pod płaszczykiem „centrowości”. Przestańcie „centrowością” nazywać swój obskurantyzm.

Przestańcie się za tą „centrowością” chować i powiedzcie wprost czy stajecie po stronie praw człowieka, czy po przeciwnej. Zawoalowana obelga nie przestaje być obelgą. Podbija tylko Wasz komfort i ego. Ogarnijcie dupy, bo jest 2021 rok, a nie 1989 tuż po obaleniu komuny, kiedy wszystko co ważne już zostało zrobione, więc prawa człowieka jak zwykle zostawimy na później. To później jest teraz, elo.

Konkluzja

Sama w sumie nie wiem, jaką konkluzję chciałam zawrzeć w tym tekście. Może to miał być tylko rant na klimat tego kraju, a może potrzeba wytknięcia rzeczy, które niepomiernie mnie drażnią w całej dyskusji rozpoczynanej na nowo co czerwiec. Tak, jakby prawa człowieka powinny być przedyskutowane przez wielce szanowne elity, które może z łaski komuś je przyznają, jeśli tylko nie postanowią zbanować „obnoszenia się ze sobą” wszystkim tym, którzy obnoszą się z czymś innym niż plakietką Komitetu Obrony Demokracji albo koszulką konstytucJA.

A może chciałam po prostu przypomnieć sobie i Wam, że ten miesiąc – jak i każdy kolejny – naprawdę może być wyjątkowy. Dbajcie o siebie, dbajcie o swoich queerowych przyjaciół, zwracajcie uwagę na homofobiczne żarty, nie ignorujcie sygnałów, które mogą sugerować problemy ze zdrowiem psychicznym. Wywieście flagę, dorzućcie dychę na organizację pomagającą queerowym dzieciakom i przede wszystkim oddajcie przestrzeń tym, którzy i które na co dzień tej przestrzeni dostają zdecydowanie za mało.

xoxo

Sprawdź też!

Dodaj komentarz