Ładna, szczupła, ale… – o ciałopozytywności dziewczyny w rozmiarze M

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email

Dziesięć lat temu, ruch body positivity dopiero się rozwijał poprzez świeże publikacje i posty na Tumblr – dalej uważany za synonimiczny z Fat Liberation Movement (pol. Ruch Wyzwolenia Grubych). Byłam wtedy w podstawówce, a ruch ciałopozytywności dla mnie i moich koleżanek praktycznie nie istniał – a już zdecydowanie nie był tematem do rozmów na przerwie grając w gumę. Można by pomyśleć, że byłyśmy na to za młode.

Fat-shaming nastolatków to nie proza życia

Problem w tym, że nikt nie zwracał uwagi na nasz wiek, gdy młodzieżowe czasopisma wytykały gwiazdom naturalne wałeczki na brzuchu.  Już w podstawówce słyszałyśmy: „Może nie powinnaś zacząć ograniczać słodycze? Robisz się szersza niż wyższa”. Dodatkowo, gdy jesteśmy dziećmi nie mamy świadomości, że słowa mogą ranić równie bardzo jak czyny, więc sobie dokuczamy. Tylko, gdy takie ciągłe, a nie jednorazowe, złośliwości dotyczą rozwijającego się ciała są potem przyczyną kompleksów, które często zostają z nami aż do dorosłości Trzęsące się pośladki w legginsach, gdy piszesz na tablicy. Prześwitujące sutki. Nieogolone pachy. Taki dzieciak w podstawówce nie ma pojęcia, że ta koleżanka wiele lat później za żadne skarby świata nie założy więcej legginsów a swój tyłek uzna za zbyt ‘trzęsący się’ i ‘odstający’ do obcisłych sukienek. Będzie miała kompleksy – nawet jeśli każdy przyszły partner będzie wspomniany tyłek uwielbiać.

Zaczęłam słyszeć od dorosłych z mojego najbliższego otoczenia, że może powinnam wciągać brzuch, bo przecież wystaje. Tylko, że wystawać będzie zawsze, bo jestem człowiekiem i ta wystająca część mieści i chroni moje organy takie jak np. macica. Wtedy nikt nam o tym nie mówił, więc dzięki mediom, rówieśnikom i bliskim cała dodatkowa tkanka tłuszczowa, która nagle pojawiła się na moim ciele stała się powodem do samokrytyki lub dyskomfortu. Jednocześnie nigdy poza rozmiar M nie wyszłam, więc ‘jak mogę narzekać’?

Męska walidacja – dobra dziewczyna vs. wyuzdana kokietka

 Wiele razy osoby uznawane za plus-size opowiadały mi, że ciągle słyszą, że ‘są ładne jak na grubą”, że nadają się tylko do jednorazowych przygód. Mówiły, że czują się pozbawione kontroli nad swoim życiem miłosno-erotycznym. A mi ciągle przypominano, że jestem ładna – więc nie mogłam się z nimi utożsamiać.
 

Problem osób, które nie są ani grube ani chude jest taki, że stoją na krawędzi przepaści. Dojrzewający chłopcy jeszcze okrągłych pośladków nie doceniają, za to mężczyźni w podeszłym wieku lubili się za gimnazjalistką pooglądać. Ten zbierający się tłuszcz był więc jednocześnie powodem do żartów jak i seksualizacji. Zaczęłam, więc unikać dekoltów i dopasowanych ubrań jak ognia. Dla własnego dobra – jak myślałam wtedy – zbudowałam swoją osobowość jako przeciwieństwo bycia seksowną. Niestety, jakikolwiek głębszy dekolt zmieniał niewinność w oczach innych w wyuzdanie. We mnie w konsekwencji w dyskomfort.

Kolega w liceum wytłumaczył mi ‘po męsku’, że dziewczyna może być albo urocza – i materiałem na partnerkę, albo seksowna – i nadawać się do seksu. A ja miałam być przesłodka. Byłam ładna, ale wyzywająca. Ładna, ale nie seksowna. Urocza – nie do seksu. Skoro jestem materiałem na dziewczynę, to jestem zbyt delikatna, wychuchana, żeby mój chłopak mógł sobie pozwolić w łóżku na szybsze tempo czy klapsa. Według tej logiki – urocze dziewczyny, takie, które chowają się za ubraniami, nie zasługują by czuć się dobrze w trakcie seksu.

Zapobiegaj zamiast leczyć

Ciałopozytywność przyszła, żeby walczyć ze szkodliwym, nierealistycznym kanonem piękna, który już wprowadził w naszych umysłach zmiany, które rzutują na jakość naszego życia i naszego seksu. Czasami wydaje mi się jednak, że zgubiłyśmy się w tej narracji skupiając się na tym, czy moja afirmacja ciała w rozmiarze M nie urazi. Znane ambasadorki ruchu pokroju Lizzo chyba zapomniały, że ciałopozytywność z założenia ma być dla wszystkich, pozbawiona hierarchii. To nie miał być kolejny powód do sporów. Zamiast tego osoby noszące mniejsze rozmiary osoby są posądzane o przywłaszczanie i zmiany głównych założeń mentalności body positivity. W tym zdaniu wybrzmiewa nie tylko mój głos – ale i opinia użytkowniczek TikToka takich jak @knz_music, która pokazuje, że prawie każdy ma kompleksy.

Bo nierealistyczny kanon piękna wpływał i dalej ma wpływ na nas wszystkie od najmłodszych lat. Kazał nam wciągać przez pół życia brzuch. Osobiście – teraz już nawet nie zauważam, że to robię. Muszę się za to świadomie skupiać się na rozluźnianiu tych mięśni, żeby zredukować napięcie mięśni dna miednicy. Mięśni, których nadmierne napięcie może być przyczyną bólu przy penetracji. Te same mięśnie muszą być w stanie się rozluźnić, żeby możliwy był orgazm. Sprawił, że zmieniamy outfit dziesięć razy, bo ‘czujemy się grubo’ albo ‘wyglądamy wyzywająco’. Uprawiamy seks przy zgaszonym świetle i tylko w pozycjach w których nie widać cellulitu, rozstępów, w których nie trzęsie się nam brzuch albo przynajmniej jest to nie widoczne dla drugiej strony. Nie przytulamy się zwinięte w kulki, bo ukochana osoba poczuje tłuszcz, który chroni nasze organy wewnętrzne.

Wykreowany przez popkulturę kanon nie zniknie, jeśli będziemy ze sobą nawzajem walczyć. Jeśli nie zmienimy hierarchii wartości, które przekazujemy następnemu pokoleniu. Nie zniknie także, jeśli dalej ciałopozytywność będzie uznawana za synonim Ruchu Wyzwolenia Grubych i spotykał się z buntem reszty społeczeństwa.

Zdjęcie wyróżniające: Girls Watch Porn


Sprawdź też!

Dodaj komentarz