Instagramowa fatfobia

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email

Dzień bez pogardy dniem straconym

Wyobrażacie sobie chociaż jeden dzień w Polsce podczas którego obyłoby się bez dyskryminacji i/lub mowy nienawiści, kierowanej ze strony przedstawicieli państwowych placówek finansowanych z naszych podatków? Ja też nie. Swoje pięć minut przeżywa obecnie Oddział Położniczo-Ginekologiczny w Oleśnicy, na którego oficjalnym profilu na Instagramie (prowadzonym nota bene przez lekarkę ginekolożkę i wicedyrektor szpitala – Gizelę Jagielską) pojawił się wczoraj fatfobiczny wysryw, sugerujący że przyjmowane na oddział kobiety nie spełniające estetycznych norm wagowo-wizualnych to (cyt.) „problem” i „obrzydliwość”, zasługujące na pogardę i nienawiść. Pani Gizela nie tylko obraża kobiety powołując się na kwestie estetyczne, ale zamiast edukować i dzielić się wiedzą, której w Polsce nikt nam nie przekazuje w przystępny sposób, wykorzystuje swoje zasięgi do szerzenia nienawiści i przyzwolenia na wykluczenie osób, które według niej na szacunek nie zasługują. Co więcej, w komentarzach używa pogardliwego, sarkastycznego i zwyczajnie chamskiego języka, inwektyw pod adresem osób z nadwagą/otyłością i, pomimo sporego odzewu i słów krytyki, brnie w swoją narrację przekonana o wyższości swoich poglądów nad innymi. 

 

 

 

W swoim kolejnym poście pani Gizela nie tylko upewnia nas w tym, że nienawidzi innych kobiet, ale próbuje odwrócić kota ogonem sugerując, że temat, który poruszyła wzbudził wielkie emocje. Pani Gizelo, pragnę niniejszym donieść, że nikogo nie oburzył poruszony przez Panią temat. Nie ma nic złego w pisaniu o zagrożeniach, które MOGĄ (słowo klucz) wywołać tzw. zbędne kilogramy. Przeciwnie – jest to bardzo ważne i wiele osób chętnie dowie się rzetelnych informacji od osoby z wykształceniem medycznym. Np. informacja o tym, jak niewiele zwiększa się zapotrzebowanie kaloryczne kobiety w ciąży jest bardzo istotna, a wiele osób (w tym np. ja) mogło o tym nie wiedzieć i faktycznie wpaść w pułapkę niepotrzebnego „jedzenia za dwoje”. Lekarze i lekarki mają bowiem tendencję do nieodpowiadania na niezadane pytania, a ludzie często nie wiedzą o co pytać. Ufamy, że lekarz/lekarka powiedział/a nam wszystko, co powinnyśmy wiedzieć. Często nie zdobywamy więc pakietu niezbędnych informacji na temat tego, jak dbać o zdrowie i jakie zagrożenia na nas czyhają. Pisanie o tych kwestiach jest ważne i potrzebne, i nikogo nie oburza. Oburza natomiast język użyty do poruszonego przez Panią tematu. Jest ogromna różnica pomiędzy rzetelnymi informacjami, a nikomu niepotrzebną stygmatyzacją.

Fatfobia at its finest

Lekarze i naukowcy od lat są zgodni, że nadwaga i otyłość to stany mogące (słowo klucz) zagrażać zdrowiu i/lub życiu pacjentek i pacjentów. Negowanie tego jest bezzasadne, ale o problemach ze zdrowiem można mówić dopiero po wykonaniu niezbędnych badań, nie zaś na podstawie wyglądu pacjenta/pacjentki. Wydawałoby się, że lekarka powinna o tym wiedzieć, ale tak to już jest w Polsce – zawsze nas coś nieprzyjemnie zaskoczy. Walka z nadwagą i otyłością powinna opierać się o troskę, rzetelne dane naukowe i edukację, wykorzystując empatyczny język i szacunek do drugiego człowieka w choćby najbardziej podstawowym stopniu. Jako osoba od lat zmagająca się z zaburzeniami odżywiania mogę powiedzieć tylko tyle, że tego typu posty są nie tylko triggerujące, ale przede wszystkim wyjątkowo oburzające. Już nawet nie wspominając o tym, że inwektywy kierowane pod adresem drugiej osoby wyłącznie na podstawie jej wagi, to poziom podstawówki/wczesnego gimnazjum, a nie język, którym z dumą powinna posługiwać się lekarka pracująca z ludźmi.

Ginekolożka powinna wiedzieć, jak skomplikowanym i niebezpiecznym procesem jest ciąża i jak wiele niesie zagrożeń, szczególnie w obecnym świecie pełnym zanieczyszczeń i wynikłych z niego problemów zdrowotnych. Samo donoszenie zdrowej ciąży jest gigantycznym osiągnięciem (dla wielu kobiet nieosiągalnym) i zasługuje na szacunek. Kobiety dzisiaj jak nigdy wcześniej cierpią na szereg zaburzeń hormonalnych i metabolicznych. Choroby tarczycy, insulinooporność, PCOS – wiele z tych chorób/zaburzeń jest ściśle powiązanych z tyciem lub utratą wagi. Wrzucanie wszystkich osób z nadwagą/otyłością do jednego wora oznaczonego naklejką „nie umiem zamknąć lodówki i jem 10 tysięcy kalorii na dobę”, jest żenująco prostackim uproszczeniem ogromnego problemu i bardzo szerokiego zagadnienia. Nawet jeśli jakaś osoba faktycznie je milion kalorii na dobę, to rolą lekarza czy lekarki nie jest wyśmiewanie czy pogardzanie tą osoba, a edukacja i pomoc w zrozumieniu wynikających z tego zagrożeń i w zmianie nawyków żywieniowych i/lub stylu życia. Nikt nie postanowi zadbać o zdrowie po usłyszeniu, że jest „wielorybem”. Przeciwnie – tego typu język pogardy wpływa na psychikę, często wywołując zaburzenia odżywiania jako mechanizm radzenia sobie z silnymi emocjami i/lub poczuciem utraty kontroli, albo z braku wiedzy o tym, jak zdrowo schudnąć. Inna rzecz, że tego typu porady są na miejscu wyłącznie w sytuacjach, w których pacjent/ka o nie poprosi i gdy wyniki badań wskazują na problemy wywołane nadwagą/otyłością, a nie na odwrót.

Wygląd nie jest miarodajną kategorią medyczną

Schudnięcie zresztą nie powinno być celem samym w sobie, przynajmniej nie z medycznego punktu widzenia. Lekarze i lekarki powinni opierać się na wynikach badań, nie na wyglądzie pacjentki/pacjenta. To drugie nic przecież nie mówi o człowieku i jego stanie zdrowia. „Atrakcyjny” nie oznacza „zdrowy”, „szczupła” nie oznacza „zdrowa”, nadwaga nie zawsze idzie w parze z chorobami. Wyniki badań na prawie 3 milionach osób, opublikowanych w zeszłym roku na łamach „Journal of the American Medical Association”, sugerują zresztą, że lekka nadwaga jest najkorzystniejszym stanem dla zdrowia organizmu człowieka, a posiadające ją osoby żyją statystycznie dłużej niż osoby bardzo szczupłe lub z otyłością. „Śmiertelność jest większa przy niedowadze i otyłości, natomiast spada w kategorii normalnej, odpowiadającej wskaźnikowi masy ciała (BMI) między 20 i 25, oraz lekkiej nadwagi. Co ważne, ten wskaźnik wydaje się być niższy o kilka procent wśród ludzi, którzy mają BMI 26 i 27”[1].

Diagnoza na podstawie własnych uprzedzeń

Nadwaga zresztą nadwadze nie równa. Z medycznego punktu widzenia zagrożeniem jest przede wszystkim trzewna tkanka tłuszczowa (odkładająca się wokół brzucha). Osoba ze sporą nadwagą, u której tłuszcz odkłada się np. w rękach czy biodrach, może być w dużo lepszej kondycji zdrowotnej od osoby relatywnie szczupłej, ale z otłuszczonymi organami wewnętrznymi, jeśli genetycznie tłuszcz odkłada jej się w okolicy brzucha. „Komórki tłuszczowe (adipocyty) biorą także aktywny udział w gospodarce hormonalnej naszego ciała, a także wydzielają substancje regulujące apetyt oraz wpływające na pracę układu odpornościowego. Dopiero gdy komórki te są przeładowane tłuszczem, pojawiają się negatywne konsekwencje. Co ciekawe, dotyczy to przede wszystkim otaczającej nasze narządy tzw. trzewnej tkanki tłuszczowej. Jest ona bogato ukrwiona i unerwiona, a więc bardziej aktywna metabolicznie. Naukowcy twierdzą, że to właśnie ona odpowiada za choroby związane z otyłością. Tymczasem tłuszcz znajdujący się pod skórą jest stosunkowo mało „toksyczny”. Dlatego na choroby układu krążenia czy raka częściej zapadają osoby z sylwetką typu „jabłka” (duży brzuch) niż „gruszki” (nadmiar tłuszczu w okolicy ud i pośladków)”[1]. Czy to oznacza, że każda osoba z lekką nadwagą będzie żyć dłużej niż każda osoba z niedowagą lub otyłością, albo że każda osoba z tkanką tłuszczową okładającą się na brzuchu będzie mniej zdrowa niż ta, o innej budowie ciała? Nie. Każdy człowiek jest inny, dlatego medycyna umożliwia nam zrobienie dokładnych badań przed wydaniem jakiejkolwiek diagnozy. Diagnozowanie ludzi na podstawie swoich uprzedzeń jest nie tylko wysoce nieprofesjonalne, ale przede wszystkim bardzo krzywdzące i niebezpieczne. Kobieta na oddziale ginekologiczno-położniczym nie ma służyć za ładną i cichą ozdobę. Jest tam w konkretnym celu – by urodzić człowieka. Jej ciało w ciągu kilku poprzednich miesięcy stoczyło ogromną walkę o to, by znaleźć się w tym miejscu, często ogromnym kosztem jej zdrowia. Dowalanie kobietom za wygląd jest w tej – i każdej innej sytuacji – zachowaniem niegodnym człowieka z minimalnym poziomem empatii, nie mówiąc już nawet o lekarzach.

 

 

z serialu My Mad, Fat Diary

Dojechać kobiety

To ciekawe, że o „problemie” mówi się zawsze w kontekście kobiet z wyższą niż społecznie uznawana za atrakcyjną wagą. Nie widziałam jakoś postów ani kampanii o tym, jak wielkim zagrożeniem są brzuchy piwne. Jak nadwaga czy otyłość mężczyzn w wieku reprodukcyjnym, może negatywnie rzutować na ich płodność. Że chłopcy czerpią wzorce od swoich rodziców, więc otyły ojciec to prosta droga dla chłopca do powielenia schematu.

Przeciwnie – chłopcy i mężczyźni jakoś nigdy nie obrywają za swoją wagę. Nikt im nie wypomina dodatkowych kilogramów czy piwnych brzuchów wywalonych latem w na wierzch w parkach i na przystankach. Nikt nie proponuje kampanii przeciwdziałania epidemii otyłości wśród chłopców, którzy statystycznie częściej są otyli. Minister Czarnek jednak postanowił walczyć z otyłością dziewczynek, nie sprawdzając nawet wcześniej statystyk, które jasno mówią, że to nie one przodują w nadwadze i otyłości. Dlaczego nawet nie zajrzał do badań? Bo one nie mają znaczenia. Kobiety mają być atrakcyjne, a atrakcyjna jest szczupłość. Żeby kobiety nie wypadły z roli, trzeba je wytresować od małego. Dlatego minister Czarnek, z brzuchem o obwodzie godnym Dębu Franciszka na Helu, uznał, że to dziewczynki powinny zostać – yet again – dojechane. To, że nastoletnie polki mają najniższą samoocenę w Europie, też najwyraźniej do ministra nie dotarło, ale jakie to ma znaczenie, kiedy ich rolą w społeczeństwie jest wyglądać dobrze, a nie dobrze się czuć. Kobiety regularnie otrzymują nieprawidłowe diagnozy lub są odsyłane do domu bez wykonania potrzebnych badań, bo za źródło wszelkich problemów lekarze uznają ich wagę.

Odmowa udzielenia pomocy, pogarda, chamskie uwagi, gorsze traktowanie, zwalanie wszystkich objawów na wagę – to wszystko sprawia, że wiele osób z nadwagą w ogóle się nie bada (!), tak bardzo się wstydzą i boją. Traktowanie osób z nadwagą lub otyłością jak ludzi gorszej kategorii jest nie tylko okrutne, nieprofesjonalne i nielegalne. Jest również niebezpieczne, ponieważ może doprowadzić do rozwinięcia się niezdiagnozowanych w porę chorób, problemów ze zdrowiem psychicznym, zaburzeń odżywiania, depresji i masy innych problemów. Lekarze i lekarki próbują ukrywać swoją fatfobię pod fałszywą troską o cudze zdrowie, ale ich sposób traktowania otyłych osób nie przyniesie nikomu korzyści. Pacjent/ka z otyłością, której stan zdrowia wymaga zmiany stylu życia, nie zmieni stylu życia pod wpływem chamskich komentarzy. Może natomiast je zmienić, gdy zostanie obdarzona szacunkiem, troską i wymaganą do zmiany wiedzą.

Ponadto, pogarda, niechęć i stygmatyzacja osób z nadwagą/otyłością prowadzi do unikania przez nich ćwiczeń (wstyd przed pójściem na siłownię, wyjściem poćwiczyć, etc.), a nawet może prowadzić do „psychicznych i behawioralnych zmian, wiążących się ze słabym zdrowiem metabolicznym i zwiększonym przyrostem masy ciała” – więcej w poście Urszuli Chowaniec (Instagram: @galantalala), odnośnie badania „How and why weight stigma drives the obesity 'epidemic' and harms health” (Tomiyama et al., 2018) – skriny z posta poniżej:

Otyłość nie wynika tylko z jedzenia

Nadwaga i otyłość to problemy dużo bardziej złożone, niż „nie umiem zamknąć lodówki”. W bardzo wielu przypadkach są one objawem lub wynikiem jakiegoś zaburzenia i/lub problemów, a nie braku silnej woli. Zdrowe jedzenie jest drogie, ubrania do ćwiczeń rzadko występują w rozmiarach większych niż 44, osoby pracujące w złych warunkach (a tych w Polsce niemało) często są zbyt wyczerpane po pracy, by myśleć o ćwiczeniach lub sprawdzać przepisy na zbilansowane dania pełne (okrutnie drogich) warzyw. Często też zwyczajnie je na zdrowe produkty nie stać, szczególnie gdy z jednej marnej pensji muszą utrzymać kilka osób. Wielu osób nie stać na zdiagnozowanie chorób lub zaburzeń, które uniemożliwiają im funkcjonowanie – nie każdy ma bezpośredni tramwaj do przychodni, w której ma prywatną opiekę medyczną, nie każda mieszka w dużym mieście, nie każdy ma umowę o pracę, wsparcie partnera/partnerki i/lub rodziny, nie każda z nas ma możliwość wzięcia wolnego i poświęcenia całego dnia na czekanie w kolejce do lekarza.

Warto pamiętać, że najczęściej to kobiety zostają same z dziećmi i/lub chorymi członkami/członkiniami rodziny, a opiekun/ka to dla wielu z nich nieosiągalny przywilej. Dodajmy do tej puli również choroby metaboliczne (często niezdiagnozowane), problemy ze zdrowiem psychicznym, problemy w rodzinie, doświadczenie przemocy psychicznej i/lub fizycznej, nieprzepracowane traumy związane z ciałem i/ lub relacją z jedzeniem, problemy finansowe, ubóstwo komunikacyjne, brak edukacji. Traktowanie z góry każdej osoby, która nie żyje w wielkomiejskim przywileju, która nie ma wystarczającej wiedzy, środków i/lub sił psychicznych i/lub fizycznych, jest przede wszystkim klasistowskie.

Statystycznie to osoby ubogie są najbardziej narażone na otyłość. Pokazywanie im środkowego palca zamiast wsparcia jest nad wyraz obrzydliwe. Nie wiem, jak można pójść na studia medyczne, nie posiadając minimum empatii dla drugiego człowieka i minimum wiedzy o złożoności świata, ale wiem, że mam serdecznie dosyć tego, że zdrowie i życie kobiet zależy naszego wyglądu

IG @itsbethlara

 

[1] https://www.focus.pl/artykul/lekka-nadwaga-przedluza-zycie-quotbmi-jest-nieczytelne-pytanie-jaka-waga-jest-optymalna-pozostaje (dostęp: 09.07.2021)

[2] https://www.focus.pl/artykul/lekka-nadwaga-przedluza-zycie-quotbmi-jest-nieczytelne-pytanie-jaka-waga-jest-optymalna-pozostaje (dostęp: 09.07.2021)

Sprawdź też!

Dodaj komentarz