Mały, ale dzielny: recenzja We Vibe Tango X 

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email

Mówi się, że do tanga trzeba dwojga, ale erotyczne tango nigdy nie przyniosło mi takich doznań jak tego razu, gdy korzystałam z tego małego wegańskiego cudeńka.

Należę do 2/3 osób z łechtaczkami, które od samej penetracji pochwy nie są w stanie dojść. Co więcej – jeśli zacznie się penetracja, całe to napięcie, które w sobie kumuluję w drodze do orgazmu gdzieś ucieka i trzeba zaczynać od prawie od nowa. A przynajmniej tak było do tej pory…

Mały, ale dzielny

Wibrator-pocisk Tango X marki WeVibe jest maleńki – ma niespełna 10 cm długości, ale nie sprawił mi najmniejszych problemów czy to w tańcu solo czy z partnerem. Ma 8 różnych trybów wibracji, które różnią się nie tylko rytmem, ale też intensywnością. Ważne jest, żeby podkreślić, że już zaraz po włączeniu dorównuje większym, mocniejszym konkurentom. Z tego względu nie polecałabym go osobom wrażliwszym na stymulację. Jednak dla mnie, której zawsze mało, przeszywające ciało działanie Tango X idealnie się sprawdza. Trochę mam wrażenie, że wibrator był dosłownie tworzony pod moje potrzeby, ponieważ dzielnie znosi wszystkie moje „widzi mi się”.

Wychowując się w rodzinie, gdzie mizofonia (nadwrażliwość na dźwięki) jest powszechna, jednym z hamulców, które rozpraszają mnie w takich momentach są niepożądane odgłosy. Woododporny i cichy – Tango X nie zaburzy erotycznej nastroju irytującym bzyczeniem przebijającym się przez odgłosy ciała czy pluskającej wody w wannie. Co więcej – odpowiednio naciskając przyciski na panelu sterującym możemy włączyć tryb ‘Travel’, który zapobiegnie niechcianego uruchomieniu zabawki w torebce. A zmieści się nawet w tej najmniejszej.

Rozwiązanie wszystkich problemów

Tym, co podbiło moje serce było to, że w trakcie stosunku był udogodnieniem a nie problemem. Większość wibratorów, które testowałam podczas seksu z partnerem, w jakiś sposób mi nie pasowała. Były za małe, za duże, za mało precyzyjne, za bardzo precyzyjne, ślizgały mi się w dłoni. Większość krępowała ruchy drugiej strony lub traciła na mocy, jeśli nie były trzymane w miejscu… A wiadomo, że seks to jednak dynamika ruchu i ciężko utrzymać cokolwiek w tym samym punkcie.

Jego gładka główka jest ścięta na wzór szminki – a jej powierzchnia pozostaje na tyle duża, że nie trzeba jej dociskać idealnie pod kątem, aby osiągnąć pożądane odczucia. Dzięki temu dłoń, w której się znajduje nie obija się o ciało drugiej osoby czy materac. Ponadto, zmiana materiału na silikon w połowie urządzenia sprawia, że nie wypada z ręki a jednocześnie gładko sunie po skórze pokrytem lubrykantem. A przesuwać się może, ponieważ trzymany luźno, zamiast jedynie wibrować, lekko puka w łechtaczkę. Synchronizuje się przy tym z rytmem penetracji intensyfikując doznania, których nieuniknionym wynikiem jest orgazm.

 

Sprawdź też!

Dodaj komentarz