Pamiątki z wakacji

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email

Postanowiłam zacząć swoje seksualne przygody od otworzenia się na nowe, przygodne (oczywiście bezpieczne) kontakty erotyczne. Na dużym polskim festiwalu poznałam chłopaka i spałam z nim w jego namiocie. Nie doszło do niczego poza pocałunkami – poruszałam się w nowej skórze dosyć ostrożnie. Nie przeszkodziło to osobom, z którymi rozbiłyśmy obóz na poranny komentarz. Wróciłam dosyć rozanielona i całkiem dumna z siebie. Usłyszałam coś co możliwe, że usłyszało wiele osób. “Uważaj, żebyś nie wróciła z pamiątką, którą zobaczysz za dziewięć miesięcy”.

Ten znamienity tekst nie był czymś co mnie zaskoczyło, bardziej zaskakuje mnie z perspektywy czasu, że zareagowałam na to nieśmiało, a nie zabrałam maneli i powiedziała obozowiczom, żeby się pocałowali w swoją pruderyjną dupę. Spoko było upić się do wywrotu gałek ocznych na drugą stronę i spoko było się zesrać komuś na poduszkę. Gdy w grę wchodzi śmianie się z dziewczyny, która odkrywa swoją seksualność – to już jest za dużo, że spałam z kimś w jednym namiocie. Nie szanować się to jest właśnie to, że mam ochotę uprawiać seks, to jest właśnie za dużo. Seks jest miły i chciałam poczuć siłę swojej atrakcyjności za pomocą takiej właśnie akcji.

Miałam dziewiętnaście lat, a te wakacje były cudownymi wakacjami po maturze. Długie i przełomowe, gdy czułam już zapach mieszkania bez rodziców i możliwości uprawiania seksu kiedy i z kim chcę. Własny pokój i brak konieczności tłumaczenia się z każdego swojego wyjścia i wejścia. Upragniona wolność tego, że wreszcie nie będę musiała cicho dochodzić.

Niezależność zarządzania libido odkryłam dosyć późno – w wieku dwudziestu trzech lat – objawiła mi się możliwość masturbacji i niedługo późno oglądania pornografii. Moje libido jest przeważnie całkiem ogromne. Nie zawsze moje osoby partnerskie były w stanie lub chciały towarzyszyć mi w jego ogromie. Budziłoby to we mnie pewnie tylko frustrację, ale dodatkowo powodowało, że czułam się odrzucona, wiecznie napalona i jakaś dziwna, wyuzdana.

Ostatnio podczas kolacji u kochanych dziewcząt rozmawiałyśmy właśnie o “przerażającej seksualności”. O tym, że ktoś może nie dzieli z Tobą chęci na seks, ale przy okazji nie omieszka Ci powiedzieć, że jesteś jakąś nimfomanką. Mam wrażenie, że taka przesada jest obrazowa, ale potrafi wywiercić dziurę w głowie, a nawet sprawić, że zamiast cipki, czy penisa widzimy nienasyconego potwora, który niszczy wszystko na swojej drodze. Podejmujemy wiele wycieczek w głąb głowy i genitalnych dróg – czy wszystko okej? czy może jestem patologiczną seksualną maniaczką, która nigdy nie będzie szczęśliwa. Jakby nie było wystarczająco ciężko osiągnąć orgazmu osobom z cipką (piszę o cipce, jako że ją mam, ale nie generalizuję tego, że można mieć problem z dojściem posiadając inne genitalia).

“Uzależnienie” to słowo, które jest jak kamień w bucie. Im więcej nosimy kamyczków, tym nam ciężej – ale też haratamy sobie stopy i musimy naklejać te plastry – one nic nie dają więc zaczynamy bandażować stopy, a potem tak już nas boli, że mamy dziurę w głowie, potwora w gaciach i tylko leżymy w łóżku przytłoczeni ciężarem “winy”. “Uzależnienie” to ważne słowo, ale widzę, że używane jest coraz częściej jako wytrych. Mały kolec do kłucia oczu i zastanawianiu się, czy czas zastawić już pułapkę na własne żądze.

Aktualnie jestem w trakcie pisania pracy magisterskiej o pornografii w Polsce. Dzięki temu jestem w stanie uchylić drzwi klatki i zaprosić wszystkich chętnych do wyjścia i świeżego rozpoznania – bez opresyjnego wskazywania paluchem clickbaitu i  bez kolejnego, marnego, spekulującego artykułu, który na śniadanie zasypie nas nowym smakiem smutnego sosu.

Raport Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej w Warszawie z 2017 roku, którego tytuł brzmi Mapa czynników ryzyka i czynników chroniących młodzież przed zachowaniami ryzykownymi powstał ze środków Narodowego Programu Zdrowia na lata 2016-2020, we współpracy z Ministerstwem Zdrowia. Ten raport ukazuje jako znaczne zagrożenie dla młodzieży dwa czynniki wymieniając je jednym tchem: myśli samobójcze i pornografię.

O tyle o ile mi wiadomo, mówię to jako osoba w kondycji wielu zaburzeń psychicznych – organy władzy, które finansują takie badania zapewne starają się jak mogą, ale nie owijając w bawełnę: pomoc psychiatryczna i psychiczna w Polsce jest w stanie agonalnym. Kiedy na terapię trzeba czekać kilka lat, a szpitale psychiatryczne w wielu przypadkach jedyne co robią to odcinają “dziwne jednostki” od społeczeństwa i leczą końskimi dawkami leków, a nie faktyczną terapią. To jest dygresja. Na taki felieton może jeszcze przyjdzie czas.

Wracając do demona, jakim jest pornografia. Odwołam się poniżej do niektórych cytatów ufundowanych przez Ministerstwo Zdrowia i pozwolę sobie z nimi polemizować:

Aż co dziesiąty badany chłopiec oglądał pornografię ok. 30 razy w ciągu ostatniego miesiąca, co oznaczać może uzależnienie od tego typu treści. Dziewczęta bezpośrednio korzystają z pornografii znacznie rzadziej (25% z nich przyznało, że celowo szukały materiałów pornograficznych przynajmniej raz w ostatnim miesiącu). Jednak pośrednio – poprzez zmiany w spojrzeniu na kobiecość i seksualność, jakie pociąga za sobą korzystanie z pornografii przez chłopców – są one narażone na negatywne konsekwencje.[1]

Czy to, że ktoś ogląda pornografię codziennie to uzależnienie? Czy jeżeli ktoś uprawia seks codziennie to jest uzależniony od seksu? Obcowanie z obrazem seksu i masturbacją są całkiem zdrowe – mówię to za wypowiedziami wielu seksuologów. Poczynając od kultowych porad z pisma Razem, które stworzyło rubrykę Ars Amandi z pytaniami o porady seksualne, które zostały wydane w zbiorze Sekrety Miłości  (Wydawnictwo Pomorze, Bydgoszcz 1989), w którym dr Leopold Szafraniec i dr Anna Baczewska odpowiadali na wiele wątpliwości czytelników. Uczenie się własnych potrzeb, odkrywanie swojego ciała i swojej przyjemności jest nadal (piszę to w 2021 roku) tematem tabu. W Polsce, gdzie seks można uprawiać chyba tylko przez dziurkę w piżamce – według pruderyjnych opinii wielu polityków i osób publicznych.

Cytowana przeze mnie wypowiedź, ukazuje jak mało dzieci i młodzież mają do powiedzenia w zakresie własnej podróży, w której pokonają swojego “potwora”, czyhającego na nich codziennie, w ich własnych majtkach. Dziewczynki są “grzeczniejsze” niż chłopcy i rzadziej sięgają po pornografię – dlaczego? Może dlatego właśnie, że częściej wpaja im się postawę bierną i głaszcze się ich dłonie, by grzecznie spoczywały na kołderce.

Spójrzmy jaka jest definicja pornografii według badaczy:

Pornografia upraszcza i zakłamuje wizję człowieka sprowadzając osobę ludzką do jej sfery cielesnej. Przedstawia sam akt seksualny jako jedynie kontakt dwóch przypadkowych ciał, pomijając kwestie ważniejsze, dotyczące miłości i budowania więzi. Zupełnie pomija sprawę płodności. Kobiety w pornografii są uprzedmiotowione. Taki przekaz naraża młodego odbiorcę na wykształcenie w sobie zafałszowanego obrazu człowieka, związków i seksualności, co może utrudniać mu budowanie trwałej i pięknej relacji z drugą osobą[2].

Tak jak to mówię za Lechem Nijakowskim[3] (bardzo polecam dzieła tego autora) w swojej pracy magisterskiej: czy autorzy tego raportu kiedykolwiek skalali się obejrzeniem pornografii? Mamy XXI wiek i rozmaitość gatunków pornograficznych jest ogromna. Oczywiście najłatwiej znaleźć nadal najbardziej mainstreamowe, heteroseksualne porno, gdzie kobieta jest traktowana przedmiotowo, a męscy aktorzy penetrują je niezmordowanie swoimi wielkimi, napompowanymi śmietanką penisami.

Zamiast piętnować oglądanie pornografii i uznawać oglądanie jej za “patologię”, i “uzależnienie” możemy zadbać o to, aby młodzież sięgała po obrazy nienacechowane przemocą i ukazujące realny obraz seksu – przynajmniej na początku doświadczenia. W późniejszym czasie każdy może wybrać sobie co go bardziej podnieca i eksplorować swoje bycie kinky.

Okładka Sekretów Miłości – cudownej książeczki afirmującej seks w 1989 roku

Chciałabym się także odwołać do badań z Uniwersytetu Marii Skłodowskiej – Curie w Lublinie, przeprowadzonych przez min. Kamila Franczyka, których opis możecie przeczytać tu: https://www.academia.edu/4910153/Porno_na_tapecie_pl_. Tam badane były ryzykowne zachowania seksualne i jako grupę określoną ryzykiem uzależnienia od pornografii było 2% badanych osób. Ci badacze zajmują się pornografią w ujęciu niemającym na celu ujarzmienia demona i opowiadania potem jak wielkie miał rogi, tylko próbują zmierzyć się z tym co kultura wizualna ostatnich dekad włożyła ludziom do głów i jak to ma się względem rzeczywistości. Używam tych badań w swojej pracy magisterskiej i polecam każdemu przeciwnikowi pornografii, który postawił na niej krzyżyk chociaż zastanowienie się nad powodem swoich uprzedzeń i poświęcenie chwili na zapoznanie ze źródłami, które niekoniecznie głaszczą jego pruderyjne ego.

Uważam, że czas przestać ukrywać się ze swoimi upodobaniami i wyjąć potwora z majtek. Wyjąć go po to, żeby się z nim zaprzyjaźnić i zobaczyć, jak wiele możecie razem zdziałać. Jak dużo radości to daje i świecić innym za przykład tego, że seks i masturbacja to nic zdrożnego i wstydliwego.

Może wtedy represjonowane żądze znajdą uwolnienie, bo według niektórych badań pornografia pomaga nawet zaniechać przemocowych fantazji, gdy można obejrzeć je na ekranie (przemocą uprawianą oczywiście za zgodą performerów – z szacunkiem do ich upodobań). Koniec z gadaniem, że pornografia wspomaga kulturę gwałtu. Wspomaga ona też kulturę samoświadomości własnych potrzeb. Pornografia robiona z przyjemnością powinna dawać przyjemność – pamiętajcie o tym przy wyborze kolejnego filmiku, przygotowani z orężem magicznej różdżki w dłoni lub swojej kochającej rączki.

Ciocia Klara @ultramarynata

[1] Maja Łoś, Szymon Grzelak, Agata Balcerzak, Anna Hawrot; Mapa czynników ryzyka i czynników chroniących młodzież przed zachowaniami ryzykownymi, Raport Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej w Warszawie , Warszawa 2017, str 45.

[2] Tamże, str. 46-47.

[3] Lech M. Nijakowski, Pornografia. Historia, znaczenie, gatunki, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2010.

Sprawdź też!

Dodaj komentarz