Oszuści i oszustki – jak popkultura promuje cwaniactwo

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email

*uwaga: tekst zawiera spoilery

Netflix lekiem na pandemię

Momentami odnoszę wrażenie, że każdy kolejny rok pandemii jest znaczony słupkami popularności programów Netflixa, a nie tymi związanymi ze śmiertelnością zakażonych. Początek pierwszego roku pandemii upłynął nam pod znakiem netflixowego „Miłość jest ślepa” – programu, w którym pary zaręczają się na podstawie odbytych rozmów i wytworzonych w ich trakcie więzi, nie widząc się na oczy. I chociaż program jest durny, to wątpię, że jestem jedyną osobą, która traktuje go jako guilty pleasure i już czeka do piątku na nowe odcinki drugiego sezonu. Początek drugiego roku pandemii to Bridgertonowie – kolejna miłosna produkcja, skupiająca się tym razem na życiu londyńskiej śmietanki w XIX wieku. Tymczasem początek trzeciego roku pandemii to skręt o 180 stopni i produkcje, które zamiast miłość, promują oszustów_tki.

Simon i Anna

W ciągu ostatniego miesiąca premiery miał zarówno głośny dokument Oszust z Tindera, ukazujący historię kobiet oszukanych przez manipulującego nimi Shimona Hayuta, jak i serial Kim jest Anna? oparty na historii Anny Sorokin, która w latach 2013-2017 oszukała wielu bogatych mieszkańców Nowego Jorku oraz hotele i banki. Obie produkcje natychmiast stały się hitami serwisu, bijąc rekordy popularności. Miliony ludzi rzuciły się przed ekrany i do sekcji komentarzy na portalach społecznościowych, by wyrazić słowa poparcia, pogardy, zazdrości, wściekłości i wiele innych emocji. Ale również po to, by oceniać kobiety. To ciekawe, że oszukany przez kobietę mężczyzna to „biedny chłopak”, a winna „głupia baba, bo wszystkie lecą tylko na kasę i status”, natomiast oszukana przez mężczyznę kobieta to „głupia, naiwna idiotka, która leci tylko na kasę i status”. I absolutnie nie jest to tylko incelskie myślenie.

Bardzo duża część komentarzy obwiniających kobiety za ich naiwność i potrzebę miłości – a często po prostu chęć pomocy przyjacielowi, w którego nie miały powodu wątpić – to wypowiedzi innych kobiet, które same nigdy, przenigdy nie dałyby się oszukać. Tak jakby nikt z nas nigdy nie zaprzyjaźnił_a lub nie zakochał_a się w osobie, która na tę przyjaźń lub miłość w ogóle nie zasługuje. Tak, jakby nikt z nas nigdy nie dał_a się zmanipulować drugiej osobie. Oczywiście, że pewne zachowania bohaterek Oszusta z Tindera były skrajnie nieodpowiedzialne, ale naiwność nie jest przestępstwem, a już na pewno nie posiada płci. Szukanie w ludziach dobrych, chęć i potrzeba miłości, zafascynowanie wystawnym życiem i chęć zasmakowania jak się żyje w bajce też nie są przestępstwem. Jesteśmy zresztą wychowywani/e w kulcie luksusu i maluczkich wchodzących w wielki świat bogactwa. Ale przecież w naszej kulturze każda kobieta, która doświadczy jakiejkolwiek krzywdy jest „głupia i naiwna”, nie ma nawet co się w tym temacie rozpisywać, bo ja w zasadzie nie o tym.

Oszust z Tindera

Dokumentalny film Oszust z Tindera to nie jest opowieść o naiwności, a o perfidnej manipulacji i absolutnie pozbawionym empatii człowieku, stawiającym własny luksus ponad wszelkie ludzkie odczucia i emocje. Wszystkie komentarze i opinie skupiające się na naiwności ofiar zamiast na perfidii i przestępstwach tytułowego bohatera, dowodzą jak bardzo spaczeni jesteśmy jako społeczeństwo. W końcu „same mu dały te pieniądze”, prawda? Tytułowym bohaterem jest urodzony w 1990 roku Simon Leviev, a w zasadzie Simon Yehuda Hayut – izraelski socjopata, który zbudował dość imponującą piramidę finansową, żerując na kobietach szukających miłości i szczęścia w popularnej aplikacji randkowej. Podając się za syna „Króla diamentów” Leva Levieva, budował w oczach swoich ofiar iluzję wystawnego życia, pozując na milionera pracującego w branży diamentów. Pierwsze randki odbywały się zwykle w luksusowych hotelach, na wakacje zabierał je prywatnym samolotem w miejsca większości z nas znane wyłącznie z instagramowych zdjęć bogatych ludzi i do hoteli, w których większość z nas nie stać byłoby na spędzenie choćby jednej nocy. W ciągu paru dni wydawał dziesiątki tysięcy na wystawne kolacje, imprezy na prywatnych jachtach, przeloty prywatnym samolotem i ubrania luksusowych marek. Czasem w podróż zabierał nawet swoją byłą z dzieckiem (podobno swoim) i różnych znajomych. W końcu łatwiej zaufać osobie, która ma wokół siebie tłum znajomych nadających wiarygodności jej wizerunkowi. Jego wizerunek był na tyle realistyczny i przekonujący, że nikomu nie przyszłoby do głowy kwestionować jego bogactwa. Dopiero w miarę rozwoju fabuły dowiadujemy się, że bogactwo, którym się otacza to nie wynik pracy w lukratywnym biznesie diamentów lub wychowania w bardzo zamożnej rodzinie, a serii oszustw. Simon utrzymuje bowiem swoje luksusowe życie za pieniądze zmanipulowanych kobiet. Nie zarabia na żadnych diamentach, nie jest ani spokrewniony z Levem Levievem, ani nie ma żadnej pracy – w branży diamentów, czy jakiejkolwiek innej. Zarabia na manipulowaniu i naiwności spotkanych kobiet i żyje za ich pieniądze – często oszczędności życia lub pożyczki w bankach.

Schemat działania

Schemat działania Simona był w zasadzie całkiem prosty, choć do jego wykonania niezbędne jest posiadanie zerowej empatii, osobowość narcystyczna, ogrom bezczelności i gigantyczne ego. Wyglądało to prawie zawsze tak samo:

  1. Rozkochać w sobie kobietę;
  2. Wprowadzić ją w świat luksusu i wystawnego życia, uwiarygodnić je i sprawić żeby uwierzyła, że Simon naprawdę jest tym, kim mówi.
  3. Szybko przenieść relację z poziomu randkowania na poziom poważnego, przyszłościowego związku.
  4. Zakręcić ofierze w głowie „bajką”, w której się znalazła dzięki swojemu „księciu”, zasypywać ją dowodami miłości: niespodziewanymi wizytami, czułymi słowami, wzmiankami o ślubie i chęci spędzenia z nią reszty życia, kwiatami, kolacjami, prezentami, itd.
  5. Powoli wplatać w związek aluzje odnoszące się do tego, jak niebezpieczna jest branża, w której pracuje – prywatna ochrona, regularne wspominanie o bliżej nieokreślonych „wrogach”, którzy chcieliby zrobić mu krzywdę.
  6. Budowanie coraz większego poczucia zagrożenia swojego życia.
  7. Mocne uderzenie: informacja o wypadku, wysłanie zdjęć rannego ochroniarza i nagrania z karetki, zbudowanie narracji o ogromnym zagrożeniu i „wrogach”, którzy siedzą mu na ogonie.
  8. Wprowadzenie dziwnych, niejasnych zasad bezpieczeństwa: od teraz Simon może używać wyłącznie gotówki i musi się ukrywać, co oczywiście sprawia, że ofiara drży o życie ukochanego i jest gotowa zrobić wszystko, by mu pomóc.
  9. Pierwsza prośba o pożyczenie pieniędzy, które oczywiście dostaje – w końcu dlaczego jego partnerka, która na własne oczy widziała luksus, którym się otacza, miałaby nie pożyczyć mu pieniędzy? Przecież jest pewna, że ma z czego je oddać, poza tym ufa partnerowi. Często zresztą ta pierwsza pożyczka zostaje zwrócona, w celu zbudowania zaufania.
  10. Coraz silniejsze budowanie u ofiary poczucia, że tylko ona może mu pomóc, sprawianie, że czuje presję odpowiedzialności za jego życie.
  11. Kolejna prośba o pożyczkę oraz o założenie przez kobietę na swoje dane karty kredytowej dla jego użytku (nie może mieć swojej, bo namierzą go „wrogowie”), regularne prośby o zwiększanie limitu karty i kolejne pożyczki, które ofiara zaciąga na swoje nazwisko by następnie dać mu pieniądze w gotówce (w związku z przekazywaniem gotówki nie ma oczywiście żadnego śladu, że pieniądze trafiły do niego).
  12. Stopniowe urywanie kontaktu. Gdy do ofiary dociera, że mogła zostać oszukana, Simon najpierw próbuje maksymalnie długo manipulować nią i ich „miłością”. Gdy to już nie wystarcza wysyła głosowe nagrania z groźbami i sprawia, że ofiara boi się o siebie i swoich bliskich.

W międzyczasie Simon dostarcza kobietom wielu fałszywych dokumentów: np. potwierdzenie zatrudnienia w firmie jego „ojca” do okazania w banku, w celu zwiększenia ich zdolności kredytowej, potwierdzenia przelewów zwrotów pożyczek, itd. Kobiety są utrzymywane w iluzji maksymalnie długo, tak że w momencie, gdy orientują się co zaszło, Simona już dawno nie ma w ich życiu.

Piramida oszustw

Takich przekrętów Simon zrobił setki w najróżniejszych krajach europejskich. Ciężko nie zauważyć, jak wiele wysiłku musi takie życie kosztować: utrzymywanie kilkunastu relacji naraz, z czego część to budowanie związku, flirtowanie, początkowe spotkania, część to „poważne związki”, a część to groźby i próby pozbycia się kobiet chcących odzyskać swoje pieniądze. Nakład pracy wydaje się zatem ogromny, do tego trzeba umieć utrzymać kilka rodzajów osobowości naraz, pamiętać wszystkie imiona i szczegóły z życia poszczególnych kobiet, dzięki czemu czują się wyjątkowe i zakochują się. Gdyby jego zachowanie nie było tak obrzydliwe, mogłoby być nawet całkiem imponujące. Simon zostaje w końcu aresztowany i deportowany do Izraela, gdzie spędza w więzieniu 5 miesięcy z 15 (wychodzi za dobre sprawowanie) za fałszowanie czeków. Nie ponosi żadnej odpowiedzialności za wyłudzenia i oszustwa na setkach kobiet, które zmanipulował, a w sieci dalej można śledzić jego wystawne życie, luksusowe samochody, prywatne samoloty i drogie wakacje. Skąd ma na to pieniądze, biorąc pod uwagę, że wcale nie pochodzi z zamożnej rodziny? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że według dokumentu Netflixa szacowana kwota wyłudzonych przez niego pieniędzy to ok. 10 milionów dolarów.

Anna Delvey

Anna Sorokin (podająca się za Annę Delvey) urodziła się w 1991 roku w Rosji. Jej rodzina przeprowadziła się później do Niemiec, skąd Anna wyjechała najpierw do Londynu, a później do Paryża, gdzie rozpoczęła pracę dla magazynu Purple. W 2013 roku przyjechała do Nowego Jorku i wkroczyła w świat bogatych ludzi sukcesu, podając się za niemiecką arystokratkę z ogromnym majątkiem. Z miejsca stała się nowojorską „it girl”, grając swoją rolę tak dobrze, że nikt nie zwątpił w jej historię. Oczywiście do czasu. Nikt nie wie, skąd Anna miała pieniądze, by miesiącami mieszkać w najdroższych i najbardziej luksusowych hotelach, jeździć na drogie wakacje czy fundować sobie i przyjaciołom drogie kolacje, zabiegi na ciało czy treningi u trenerki celebrytek. Nikomu nie pozwalała płacić za kolacje, kelnerom, kierowcom i pracownikom hoteli za najmniejsze przysługi dawała stu dolarowe napiwki. Dni upływały jej na zakupach w luksusowych butikach, wystawnych kolacjach, na które zapraszała najróżniejsze nowojorskie osobistości i na bywaniu na salonach. Zachowywała się tak, jakby bardzo chciała w jak najszybszym tempie pozbyć się pieniędzy, a jednak ciągle ich jej nie ubywało. W krótkim czasie zaprzyjaźniła się z szeregiem znanych osobistości, głównie ludzi sukcesu najróżniejszych branży, którzy pomagali jej utrzymywać obraz kobiety sukcesu.

Anna miała marzenie: chciała stworzyć Fundację Anny Delvey (Anna Delvey Foundation): luksusową galerię sztuki połączoną z hotelem i restauracją, w odremontowanym specjalnie na tę okazję zabytkowym budynku w centrum Nowego Jorku. Do pomocy zatrudniła topowych architektów, szefów kuchni i artystów. Otrzymywała pożyczki od banków wierzących w jej fortunę na zagranicznych kontach. Udowodniła całemu światu, że jeśli wystarczająco dobrze stworzysz pozory i ludzie uwierzą, że jesteś bogata, to możesz osiągnąć wszystko. Bogatych nikt nie kwestionuje. Dwie rzeczy jednak po czasie wydały się ludziom dziwne: po pierwsze Anna płaciła wyłącznie gotówką. Po drugie, regularnie prosiła innych, by za nią wyłożyli pieniądze, bo „czeka na przelew z zagranicznego konta”. Jako, że zwykle w takich sytuacjach sumy nie były wysokie (przynajmniej nie dla bardzo zamożnych ludzi), często pożyczek zwyczajnie nie spłacała, bo wszyscy zdawali się o nich zapominać.

W demaskującym Annę artykule „Maybe She Had So Much Money She Just Lost Track of It” (w wolnym tłumaczeniu: „Być może miała tyle pieniędzy, że zwyczajnie się w nich pogubiła”) Jessica Pressler pisze: „When you’re superrich, you can be forgetful in this way. Which is maybe why no one thought much of the instances in which Anna did things that seemed odd for a wealthy person: calling a friend to have her put a taxi from the airport on her credit card, or asking to sleep on someone’s couch, or moving into someone’s apartment with the tacit agreement to pay rent, and then … not doing it. Maybe she had so much money she just lost track of it[1] (w wolnym tłumaczeniu: „Kiedy jest się superbogatym może się zdarzać tego typu zapominalstwo. Być może dlatego nikt nie wyłapał sytuacji, które wydają się dziwne u tak zamożnej osoby jak Anna: prośba by znajomy zapłacił za jej taksówkę swoją kartą kredytową, albo by mogła przespać się u kogoś na kanapie; wprowadzanie się do czyjegoś mieszkania obiecując dorzucić się do czynszu ale tego nie robiąc. Być może miała tyle pieniędzy, że zwyczajnie się w nich pogubiła”). To właśnie na historii powstania tego artykułu oparty został serial Netflixa, główną rolę oddając Vivian – dziennikarce, której postać inspirowana jest autorką artykułu. Vivian jest koszmarną i męczącą postacią, a cały pomysł poświęcenia jej połowy każdego odcinka bezsensownie przeciąga fabułę i irytuje. Tym niemniej, postać Anny wypadła w serialu niezwykle intrygująco.

[1]https://www.thecut.com/article/how-anna-delvey-tricked-new-york.html, dostęp: 19.02.2022

Oszustka godna podziwu

Jej pragnienie by być „businesswoman”, głowa do interesów, fotograficzna pamięć, łatwość nawiązywania ważnych kontaktów, rozdawanie napiwków pracownikom niższych szczebli i ogromna wiedza na przeróżne tematy sprawiają, że oglądanie jej historii jest całkiem fascynujące (a przynajmniej byłoby, gdyby serial był porządnie zrobiony i nie rozwlekał się przez niepotrzebne wątki). Jej osoba jest przedstawiona w sposób budzący szacunek dla jej sprytu, raczej niż niesmak związany z licznymi oszustwami. Być może jej historia dlatego jest tak ujmująca, że zdawała się doceniać „zwykłych” ludzi, a oszukiwała tylko wielkie korporacje i banki. Jednak zaciągnięcie ponad 60-cio tysięcznego długu na karcie przyjaciółki zbytnio się w ten model nie wpisuje [2], a Anna oszukała też wiele innych prywatnych osób. Netflix jednak traktuje te wątki dość pobieżnie – poza Rachel, którą na koniec serial ukazuje zresztą w bardzo złym świetle – kwestie jej oszustw są tak naprawdę spychane na margines fabuły. Brzmi to absurdalnie biorąc pod uwagę, że Anna stała się znana właśnie ze względu na te oszustwa, ale po obejrzeniu 10 godzin Netflixowej historii naprawdę niewiele się dowiadujemy o tym, skąd Anna w ogóle miała pieniądze.

[2]https://www.vanityfair.com/news/2018/04/my-misadventure-with-the-magician-of-manhattan, dostęp 20.02.2022

 

Oszust i businesswoman

Warto zwrócić uwagę na to, jak portretowani są główni bohaterowie obu produkcji: Anna ukazana jest jako przedsiębiorcza, inteligentna, imponująca przebiegłością młoda kobieta. Większość postaci staje po jej stronie, docenia jej umiejętności i zdolności. Netflix dość mgliście opisuje też szczegóły jej licznych oszustw, skupiając się na wystawnym życiu i marzeniu o założeniu swojej fundacji. Cały serial (a szczególnie ostatnie kilka odcinków) portretuje zresztą bohaterkę w pozytywny sposób – może nie jako nieskazitelną osobę, ale zdecydowanie jako kogoś, kogo jest za co podziwiać. Simon z kolei ukazany jest wyłącznie w negatywnym świetle, nawet jego głowa do interesów i niekwestionowane umiejętności – choć wykorzystywane w ohydny sposób, podobnie jak w przypadku Anny – budzą wyłącznie pogardę, niesmak i gniew. Być może nie bez znaczenia pozostaje fakt, że Anna w serialu dla swoich korzyści okradała duże hotele i bogate banki, a Simon zwykłe osoby? Większość z nas z pogardą traktuje instytucje, które na co dzień używają swojego statusu i wpływów do manipulowania ludźmi. Nie robi na nas wrażenia to, że ktoś odwrócił karty i zmanipulował tych, którzy na co dzień manipulują. Okradanie bogatych też nie robi wrażenia w czasach, w których coraz wyraźniej widać podziały i coraz mocniej odczuwamy konsekwencje wystawnego życia najbogatszych, bogacących się kosztem biednych. Ale Anna nie była żadnym współczesnym Robin Hoodem – pieniądze wydawała na własne przyjemności, drogie ubrania, wystawne kolacje i luksusowe wakacje, w wielu miejscach pozostawiając zresztą ogromne długi. Podobnie jak Simon okradała też „zwykłych” ludzi, choć w większości nawet te „zwykłe” osoby były bogate. Oboje kłamią, manipulują ludźmi i kradną. W netflixowym portrecie Anny prawie wszyscy ją jednak lubią i/lub podziwiają, co oczywiście przenosi się na odczucia widzów. Simon od początku jest postacią negatywną, oszustem, krętaczem i socjopatą – tak go widzą pozostali bohaterowie i bohaterki i tak widzimy go my.

 

Celebracja cwaniactwa

Skąd jednak bierze się ta rozbieżność w traktowaniu obu bohaterów? Dlaczego jednego oszusta portretuje się jako postać negatywną, a innego jako osobę „skomplikowaną”, o której nie ma jednej uniwersalnej prawdy, która ma bagaż doświadczeń i zasługuje na empatię? Być może bierze się to również z faktu, że Anna poniosła konsekwencje większości swoich czynów – choć nie odsiedziała całej kary (niecałe trzy lata z zasądzonej kary 4-12 lat), spędziła w więzieniu kilka lat, obecnie natomiast przebywa w areszcie, oczekując na deportację do Niemiec. Simon z kolei po ekstradycji spędził w Izraelskim więzieniu 5 miesięcy za zupełnie inne oszustwa, po czym spadł na cztery łapy. Nadal możemy śledzić jego luksusowe życie w sieci i oglądać jego uśmiech na zdjęciach w najnowszych modelach luksusowych samochodów, podczas gdy oszukane kobiety ciągle spłacają jego długi. Świadomość, że zyski z serialu zostały przekazane na spłatę setek tysięcy długów Anny, a Simon korzystając z popularności nie tylko sprzedaje chętnym spersonalizowane wiadomości video na portalu Cameo za jedyne 150 dolarów (w jednym z nich mówi: „Party like it’s your last day – like your enemies are after you” („Imprezuj tak, jakby to był twój ostatni dzień – jakby czyhali na ciebie twoi wrogowie”), odnosząc się do swoich oszustw na kobietach, które opowiedziały swoje historie w filmie)[3], ale podobno szykuje też wydanie książki, podcastu z randkowymi poradami i reality show (rzekomo podpisał już kontrakt z menadżerką w Hollywood, która ma pomóc mu zrobić tam karierę), na których zarobi miliony, z pewnością skłania do zadania sobie pytania o to, kogo promujemy i komu oddajemy nasze pieniądze. Dlaczego prawo, system i społeczeństwo umożliwiają oszustom czerpanie korzyści z własnych przestępstw, a ofiary tych przestępstw pozostawiają samym sobie?

[3]https://www.mirror.co.uk/3am/celebrity-news/tinder-swindler-simon-leviev-cashes-26264606, dostęp 19.02.2022

 

Warto pamiętać, że wszyscy celebryci i celebrytki oglądane z ciekawości albo „dla beki” w mediach społecznościowych zarabiają miliony na naszej naiwności. Każde wyświetlenie, komentarz czy udostępnienie to dla nich pieniądz. Każdy i każda z nas ma wybór, by nie wspierać cwaniactwa i patologii – zarówno na międzynarodowym poziomie, jak i na własnym podwórku. Ostatnio głośno było u nas o patologicznych osobowościach z „Królowych życia”.  W tym wypadku społeczny nacisk przyczynił się do zmiany. Mamy więc siłę i możliwości, by nie oddawać platform ludziom, którzy nie mają nic do powiedzenia ani zaprezentowania sobą, poza rzeczami, które kupili za pieniądze zdobyte nielegalnie lub na szemranych i/lub nieetycznych interesach typu patodeweloperka i 100 mieszkań na wynajem, których kredyty „same się spłacają” lub zarobili na współpracach, które dostają tylko dlatego, że mają konkretną liczbę obserwujących na portalach społecznościowych. Zdecydowana większość z nich jest nikim bez konkretnej liczby obserwujących. W naszej gestii jest nie napędzać i nie wspierać patologii i ludzi, którzy nie potrafią złożyć poprawnie zdania, a jedyne co mogą pokazać innym to w najlepszym wypadku drogie ubrania, a w najgorszym sposób na legalne okradanie innych (vide: konta traktujące o tym, jak wrzucić w koszty gry komputerowe, jak unikać płacenia podatków, jak zarabiać na patologiach rynku nieruchomości czy jakichkolwiek innych gałęziach biznesu w tym państwie z kartonu, czyli: jak napełniać kieszenie, wykorzystując dla swoich korzyści patologie systemu i de facto okradając mniej uprzywilejowane od siebie osoby).

Zastanówmy się wszyscy_tkie, czyje książki kupujemy, do kogo idą zyski z produkcji, które oglądamy, kto korzysta finansowo na naszych bezmyślnych kliknięciach na Instagramie i bądźmy lepsi. Domagajmy się więcej od siebie i od innych, sprzeciwiajmy się, gdy nasze pieniądze z subskrypcji spłacają czyjeś oszustwa za pomocą marnej jakości produkcji. Odnosi się do tego też była przyjaciółka Anny, która została z ponad 60 tysiącami długu do spłacenia: „I think promoting this whole narrative and celebrating a sociopathic, narcissistic, proven criminal is wrong (…) Having had a front-row seat to [the Anna circus] for far too long, I’ve studied the way a con works more than anybody needs to. You watch the spectacle, but you’re not paying attention to what’s being marketed[4] („Uważam, że promowanie tej narracji i celebrowanie socjopatycznej, narcystycznej, skazanej kryminalistki jest okropne. Oglądając z bliska cały ten cyrk, zbyt długo i bardziej niż ktokolwiek by chciał studiowałam sposób, w jaki funkcjonują oszuści. Oglądamy spektakl, ale nie zwracamy uwagi na to, co on przy okazji promuje”. Ogromnie drażni mnie to, że z jednej strony mówimy „Stop making stupid people famous”, a z drugiej z czystej ciekawości lub dla rozrywki czy chęci obśmiania nabijamy im zasięgi – i kieszenie. A robienie celebrytów z przestępców i pozwalanie, by zarabiali na popularności uzyskanej ze swoich przestępstw to policzek wymierzony każdej ofierze.

[4]https://www.vanityfair.com/hollywood/2022/02/inventing-anna-delvey-netflix-real-rachel-williams, dostęp 20.02.2022

Sprawdź też!

Dodaj komentarz